Piotr Lisek nie tak wyobrażał sobie start w prestiżowym mityngu w Karlsruhe. Rekordzista Polski w skoku o tyczce zaliczył groźnie wyglądający incydent, który przekreślił jego dalszy udział w zawodach i wymusi korekty w najbliższych planach startowych.
Niedzielny mityng w Karlsruhe miał rangę World Athletics Indoor Tour Gold, ale dla polskiego tyczkarza zakończył się wyjątkowo pechowo. Zamiast przełamania i walki o wysokości w okolicach 5.70 m, pojawił się niepokój o zdrowie i sprzęt.
Złamana tyczka i przerwane zawody
Lisek przystępował do konkursu z nadzieją na wyraźny sygnał formy. Po dwóch skokach na 5.45 m podjął próbę na 5.60 m, która okazała się kluczowa – i feralna. Gdy zawodnik był już kilka metrów nad ziemią, tyczka pękła, a Polak spadł na matę.
Choć sytuacja wyglądała bardzo groźnie, skończyło się bez poważnego urazu. Uszkodzony został jednak palec lewej dłoni, a sama próba została uznana za nieodbytą. Po konsultacji z lekarzem Lisek zrezygnował z dalszej rywalizacji.
Nagranie z momentu zdarzenia sam zawodnik opublikował w mediach społecznościowych, pokazując, jak niewiele brakowało do dużo poważniejszych konsekwencji.
„Nie jestem chwytny”. Plany do korekty
Po zawodach Lisek zabrał głos i nie ukrywał rozczarowania. Przyznał, że apetyt na dobry wynik był spory, ale rzeczywistość brutalnie to zweryfikowała. Jak zaznaczył, decyzja o zakończeniu startu wynikała nie tylko z urazu dłoni, lecz także z problemu sprzętowego – złamała się tyczka o odpowiedniej twardości.
Najważniejsza informacja dotyczy jednak najbliższej przyszłości. Lisek wprost zapowiedział zmiany w kalendarzu startów, przyznając, że obecnie „nie jest chwytny”, co sugeruje krótką przerwę od rywalizacji.
Dla rekordzisty Polski to kolejny trudny moment w ostatnich miesiącach. Mimo to ton jego wypowiedzi pozostaje bojowy. Zawodnik podkreśla, że nawet jeśli życie próbuje go „dojechać”, nie zamierza się zatrzymywać.
Halowy sezon trwa, a skok o tyczce znajduje się w elitarnej grupie konkurencji World Tour Series. Na kolejne występy Piotra Liska trzeba będzie jednak poczekać – tym razem zdrowie i regeneracja biorą górę nad sportową ambicją.
