Fatalny splot zdarzeń u Piotra Liska. Polak zapowiada zmiany

Wojciech MakuszewskiWojciech Makuszewski
9 lutego 2026 11:34
Fatalny splot zdarzeń u Piotra Liska. Polak zapowiada zmiany
Piotr Lisek (Fot. Facebook)

Piotr Lisek nie tak wyobrażał sobie start w prestiżowym mityngu w Karlsruhe. Rekordzista Polski w skoku o tyczce zaliczył groźnie wyglądający incydent, który przekreślił jego dalszy udział w zawodach i wymusi korekty w najbliższych planach startowych.

Niedzielny mityng w Karlsruhe miał rangę World Athletics Indoor Tour Gold, ale dla polskiego tyczkarza zakończył się wyjątkowo pechowo. Zamiast przełamania i walki o wysokości w okolicach 5.70 m, pojawił się niepokój o zdrowie i sprzęt.

Złamana tyczka i przerwane zawody

Lisek przystępował do konkursu z nadzieją na wyraźny sygnał formy. Po dwóch skokach na 5.45 m podjął próbę na 5.60 m, która okazała się kluczowa – i feralna. Gdy zawodnik był już kilka metrów nad ziemią, tyczka pękła, a Polak spadł na matę.

Choć sytuacja wyglądała bardzo groźnie, skończyło się bez poważnego urazu. Uszkodzony został jednak palec lewej dłoni, a sama próba została uznana za nieodbytą. Po konsultacji z lekarzem Lisek zrezygnował z dalszej rywalizacji.

Nagranie z momentu zdarzenia sam zawodnik opublikował w mediach społecznościowych, pokazując, jak niewiele brakowało do dużo poważniejszych konsekwencji.

„Nie jestem chwytny”. Plany do korekty

Po zawodach Lisek zabrał głos i nie ukrywał rozczarowania. Przyznał, że apetyt na dobry wynik był spory, ale rzeczywistość brutalnie to zweryfikowała. Jak zaznaczył, decyzja o zakończeniu startu wynikała nie tylko z urazu dłoni, lecz także z problemu sprzętowego – złamała się tyczka o odpowiedniej twardości.

Najważniejsza informacja dotyczy jednak najbliższej przyszłości. Lisek wprost zapowiedział zmiany w kalendarzu startów, przyznając, że obecnie „nie jest chwytny”, co sugeruje krótką przerwę od rywalizacji.

Dla rekordzisty Polski to kolejny trudny moment w ostatnich miesiącach. Mimo to ton jego wypowiedzi pozostaje bojowy. Zawodnik podkreśla, że nawet jeśli życie próbuje go „dojechać”, nie zamierza się zatrzymywać.

Halowy sezon trwa, a skok o tyczce znajduje się w elitarnej grupie konkurencji World Tour Series. Na kolejne występy Piotra Liska trzeba będzie jednak poczekać – tym razem zdrowie i regeneracja biorą górę nad sportową ambicją.

Udostępnij artykuł:

Komentarze (0)

Publikując komentarz, zgadzasz się na przetwarzanie podanej nazwy i treści, które będą widoczne publicznie. Zobacz Politykę prywatności.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!