Eric Garcia nie gryzie się w język po trudnym tygodniu Barcelony. Obrońca wprost krytykuje pracę sędziów i przyznaje, że zimą był blisko opuszczenia stolicy Katalonii.
Barcelona ma za sobą bolesne porażki z Atletico Madryt oraz Gironą, którym towarzyszyły ogromne kontrowersje sędziowskie. W meczu z Gironą uznano gola rywali, mimo że Jules Kounde był prawdopodobnie faulowany. Z kolei w starciu z Atletico sędziowie przez osiem minut analizowali sytuację VAR, by ostatecznie anulować trafienie z powodu spalonego Pau Cubarsiego. Garcia uważa, że obecnie arbitrzy szukają jakiegokolwiek powodu, aby nie uznać bramek strzelanych przez jego zespół. Piłkarz nazywa siedmiominutowe oczekiwanie na decyzję szaleństwem, które wprowadza w szeregi drużyny frustrację.
Defensor zdradził również, że w styczniu 2025 roku niemal przeniósł się do włoskiego Como. Transfer wydawał się przesądzony, jednak sytuacja zmieniła się po meczu z Benficą. Ostateczną decyzję o zatrzymaniu zawodnika podjął Hansi Flick, co Garcia uznaje teraz za najlepszy możliwy scenariusz. Piłkarz podkreśla, że kluczowy dla jego rozwoju był wcześniejszy okres spędzony w Gironie. To właśnie tam, dzięki regularnej grze i zaufaniu trenera, odzyskał pewność siebie, której brakowało mu po powrocie do Barcelony w wieku 19 lat, gdy rzadko pojawiał się na boisku.
Mimo początkowych trudności po powrocie z wypożyczenia, Garcia z każdym miesiącem czuje się w zespole coraz pewniej. Zawodnik zaznacza, że styl gry Girony był zbliżony do tego prezentowanego przez Barcelonę, co ułatwiło mu adaptację i rozwój osobisty. Teraz skupia się na walce o miejsce w składzie, choć nie ukrywa, że zespół musi zresetować głowy po ostatnich niepowodzeniach. Garcia apeluje o zachowanie koncentracji, ponieważ drużyna musi być przygotowana na kolejne niekorzystne decyzje sędziowskie, które jego zdaniem wynikają z detali niemożliwych do kontrolowania przez piłkarzy.
