Novak Djoković wyrasta na głównego faworyta do zgarnięcia gigantycznych premii podczas nadchodzących turniejów na twardych kortach w USA. Legendarny tenisista, który ma na koncie 24 tytuły wielkoszlemowe, może w ciągu najbliższego miesiąca przebić finansowy szklany sufit, stając się pierwszym zawodnikiem w historii dyscypliny z tak potężnym dorobkiem z samych nagród turniejowych.
Obecnie na koncie Djokovicia widnieje oszałamiająca kwota 194 656 816 dolarów zebrana bezpośrednio z kortu. To wynik, który stawia go daleko przed największymi rywalami. Rafael Nadal zakończył zmagania z kwotą blisko 135 mln dolarów, a Roger Federer zgromadził nieco ponad 130 mln dolarów. Teraz Serb ma szansę jako pierwszy człowiek w dziejach tenisa przekroczyć barierę 200 milionów dolarów, jeśli odniesie sukcesy w Cincinnati oraz podczas US Open.
Historyczna szansa po wycofaniu się najgroźniejszych rywali
Sytuacja w drabince turniejowej sprzyja rekordom. Z udziału w Cincinnati Masters z powodu kontuzji zrezygnowali lider rankingu Jannik Sinner oraz broniący tytułu Carlos Alcaraz. Zwycięstwo w tej imprezie wzbogaciłoby konto Serba o ponad 1,1 mln dolarów. Jeśli dołoży do tego triumf w Nowym Jorku, gdzie ubiegłoroczna nagroda główna wynosiła rekordowe 5 mln dolarów, bariera 200 milionów zostanie oficjalnie złamana.
Mimo astronomicznych kwot, zawodnik zachowuje dystans do sfery materialnej. W rozmowie z Piersem Morganem przyznał, że odrzucał lukratywne kontrakty, które nie były zgodne z jego wartościami. „Pieniądze są ważne i dają bezpieczeństwo, ale jeśli są jedyną rzeczą, o której myślisz, to w moim doświadczeniu jako sportowca, model merytokracji działa lepiej – jeśli wygrywam turniej, zostaję nagrodzony kontraktami sponsorskimi” – stwierdził Djoković, podkreślając, że zawsze gra w „długą grę”.
