Eberechi Eze przeżywa trudny początek w Arsenalu, a jego występ przeciwko Nottingham Forest znów postawił pod znakiem zapytania jego rolę w planach Mikela Artety. Kosztował 70 mln funtów, tymczasem w tym sezonie tylko cztery z dziewięciu spotkań rozpoczął w podstawowym składzie, z czego zaledwie jedno w Premier League.
Do Arsenalu trafił z Crystal Palace jako piłkarz potrafiący błysnąć indywidualną klasą, jednak na Emirates trudno mu to przełożyć na regularną grę. W meczu z Nottingham Forest wyszedł w podstawowym składzie, ale Arteta ściągnął go już w przerwie. Zastąpił go Noni Madueke, który strzelił później zwycięskiego gola. 28-letniego Ezego szkoleniowiec sprawdzał już na różnych pozycjach w ataku i pomocy. Problemem nie jest więc brak szans, lecz fakt, że zawodnik wciąż nie wywalczył stałego miejsca w jedenastce.
Statystyki Ezego z meczu z Forest pokazują, dlaczego jego występ znalazł się pod lupą: wykonał 13 podań, cztery z nich były niecelne, dwukrotnie stracił piłkę i przegrał cztery pojedynki. Jego wpływ na grę słabł w miarę upływu czasu, co skłoniło Artetę do zmiany w przerwie. Od Ezego oczekiwano, że doda kreatywności i nieprzewidywalności do ataku Arsenalu. Na sytuację zawodnika wpływa też konkurencja. Madueke zabiega o większą liczbę występów, a Arsenal po tym, jak latem nie udało się sfinalizować preferowanego transferu, nadal chce w styczniu wzmocnić lewą stronę ataku.
Na skreślanie Ezego jest jeszcze za wcześnie, jednak Arsenal potrzebuje od niego czegoś więcej niż samego potencjału i pojedynczych przebłysków. W Crystal Palace miał pełną swobodę i brał na siebie dużą odpowiedzialność, gdy zespół był przy piłce. W uporządkowanym systemie Arsenalu musi jednak zachowywać większą dyscyplinę pozycyjną i intensywność, co może tłumaczyć, dlaczego nie odnalazł się tu tak łatwo. Kilka decydujących występów może szybko zmienić odbiór jego gry w klubie, ale jeśli Madueke nadal będzie imponował, a Arsenal sprowadzi w styczniu kolejnego skrzydłowego, Eze dostanie jeszcze mniej okazji. Nie musi z miejsca stawać się gwiazdą zespołu, lecz powinien dać Artecie powód, by dalej na niego stawiał. Bez trwałej poprawy wydane na niego 70 mln funtów coraz trudniej będzie uzasadnić.
