Max Verstappen nie krył frustracji po piątkowych treningach w Spielbergu, gdzie zajął czwarte miejsce ze stratą ponad pół sekundy do Kimi Antonelliego. Kluczowy pakiet poprawek w bolidzie RB22, zamiast przynieść oczekiwany skok wydajności, wywołał szereg niepokojących problemów technicznych.
Największym wyzwaniem okazał się trzeci zakręt toru Red Bull Ring, w którym jednostka napędowa dziwnie traciła obroty. Verstappen opisał zachowanie auta jako nieprzewidywalne, wskazując na nagłe blokowanie tyłu i brak liniowej przyczepności. Holender musiał czekać, aż silnik „odżyje”, co skutkowało potężnym buksowaniem kół przy wyjściu z łuku. „To naprawdę, naprawdę słabe. Nie wiem, ile tam tracimy, ale odczucia są fatalne” – przyznał wprost czterokrotny mistrz świata, oceniając sytuację jako loterię.
Inżynierowie Red Bulla w wyścigu z czasem
Dyrektor techniczny Pierre Wache potwierdził, że źródłem kłopotów jest sposób zarządzania silnikiem i jego współpraca z podwoziem. Zespół musi wyeliminować te błędy przed kwalifikacjami, bo obecnie kierowcy nie są w stanie wykorzystać potencjału nowej podłogi i sekcji bocznych. Wache tłumaczy, że tak głębokie zmiany w aerodynamice i redukcja masy całkowicie zmieniły charakterystykę prowadzenia, przez co dane z poprzednich wyścigów stały się bezużyteczne. Inżynierowie spędzą noc na analizie, by odzyskać balans, którego tak brakowało Hadjarowi i Verstappenowi.
Mimo chaosu w ustawieniach, szefostwo zespołu zachowuje umiarkowany optymizm. Laurent Mekies liczy, że po opanowaniu problemów strata do czołówki zmniejszy się z pół sekundy do około 0,2-0,3 sekundy. Isack Hadjar zauważył poprawę w drugim treningu, twierdząc, że auto stało się łatwiejsze w prowadzeniu, choć wciąż dalekie od ideału. Arvid Lindblad z siostrzanej ekipy ujawnił jednak, że podobne usterki nękały ich już wcześniej, co sugeruje, że problem może być głębszy, niż początkowo zakładano w głównym zespole Red Bulla.
