Oscar Piastri przeżył prawdziwy koszmar przed własną publicznością. Kierowca McLarena rozbił swój bolid około 40 minut przed startem Grand Prix Australii, co wykluczyło go z rywalizacji. Australijczyk stracił panowanie nad maszyną na wyjściu z czwartego zakrętu, uderzając w ścianę i niszcząc przednie zawieszenie.
Piastri przyznał, że jest zszokowany i zaskoczony nagłą utratą kontroli nad bolidem MCL40. Incydent wydarzył się podczas rutynowego przejazdu z garażu na pola startowe. Piąty zawodnik kwalifikacji nie odniósł obrażeń, ale uszkodzenia prawego przedniego koła okazały się zbyt poważne, by mechanicy mogli przywrócić auto do stanu używalności przed sygnałem do startu. Kierowca musiał pieszo opuścić tor, nie kryjąc ogromnego rozczarowania sytuacją, która jego zdaniem nigdy nie powinna mieć miejsca.
Niespodziewany skok mocy silnika Mercedes
Analiza danych wykazała, że przyczyną wypadku był splot nieszczęśliwych okoliczności. Piastri ujawnił, że w momencie najechania na tarkę otrzymał z silnika Mercedes dodatkowe 100 kW mocy, których się nie spodziewał. Choć zawodnik bierze część winy na siebie, wskazując na zimne opony i agresywny tor jazdy, to nagły zastrzyk energii okazał się decydujący. Wszystkie systemy pracowały zgodnie z przepisami, co zdaniem kierowcy czyni ten incydent jeszcze trudniejszym do zaakceptowania.
Sytuacja ta przypominała wypadek Kimiego Antonelliego z trzeciego treningu, gdzie reprezentant Mercedesa również stracił panowanie nad autem po najechaniu na nierówność. Piastri podkreślił, że był tyłem do kierunku jazdy, zanim zdążył w ogóle zareagować na zachowanie bolidu. Dla młodego Australijczyka to bolesna lekcja, zwłaszcza że wszystko działo się przy normalnie funkcjonujących podzespołach, a on sam korzystał z tej samej tarki przez cały weekend wyścigowy.
