Sytuacja na linii Jalen Duren – Detroit Pistons staje się coraz bardziej napięta, a przełomu w negocjacjach wciąż nie widać. Choć wrzesień puka do drzwi, jedyny pozostały na rynku wolnych agentów koszykarz o takim statusie utknął w martwym punkcie. Klub z Detroit wysłał właśnie jasny sygnał do całej ligi: żadnego handlu nie będzie.
Tim MacMahon w podcaście The Hoop Collective ujawnił, że Pistons kategorycznie odrzucają wszelkie zapytania o transakcje typu sign-and-trade. „Sytuacja Jalena Durena pozostaje nierozwiązana, ale Pistons absolutnie i w stu procentach zamierzają go zatrzymać. Dali jasno do zrozumienia każdemu, kto liczył na sign-and-trade, że to tylko strata czasu” – przyznał dziennikarz. To brutalna wiadomość dla zawodnika, który liczył na szybkie wyjaśnienie swojej przyszłości, nawet jeśli oznaczałoby to zmianę barw klubowych.
Walka o maksymalny kontrakt i bolesne wspomnienia z play-offów
Kością niezgody są gigantyczne pieniądze. Duren, po sezonie zwieńczonym wyborem do All-NBA Third Team i debiutem w Meczu Gwiazd, oczekuje maksymalnej umowy. Jego statystyki na poziomie 19,5 punktu oraz 10,5 zbiórki robią wrażenie, jednak władze Pistons pamiętają o jego słabszej dyspozycji w fazie play-off. Klub chce zachować elastyczność finansową, zwłaszcza że w grę wchodzi umowa warta nawet 287 milionów dolarów, co stawia obie strony w trudnym położeniu.
Napięcie wokół zawodnika narasta od tygodni, co potwierdzają doniesienia z ostatnich dni sierpnia. Mimo że Duren pojawił się publicznie podczas dedykowanego mu wydarzenia w rodzinnym mieście, konsekwentnie odmawiał komentarzy na temat swojej przyszłości w Detroit. Media za oceanem określają te negocjacje jako „brzydkie”, a brak postępów w rozmowach sprawia, że każdy ruch środkowego jest teraz analizowany pod mikroskopem. Pistons ryzykują trudny start sezonu z niezadowolonym liderem, który wciąż czeka na docenienie jego wartości.
