Wisła Kraków jest o krok od powrotu do Ekstraklasy, a krakowski futbol huczy od spekulacji o nowym właścicielu Białej Gwiazdy. Jarosław Królewski postanowił zabrać głos w tej sprawie.
Spekulacje o zmianach właścicielskich w Wiśle Kraków wybuchły w tym tygodniu ze zdwojoną siłą. W niedzielę Mateusz Borek z Kanału Sportowego podał publicznie, że Wojciech Kwiecień — wieloletni sponsor Wieczystej Kraków — ma nabyć 25 procent akcji Białej Gwiazdy.
Do tego doszedł kolejny wątek zaledwie cztery dni wcześniej. 16 kwietnia Królewski sam dorzucił paliwa do ognia, odpowiadając na X jednemu z kibiców, który sugerował, że Wisłę powinien przejąć Robert Platek — aktualny właściciel Cracovii.
„Była taka opcja ale podziękowaliśmy. Serdeczności" — napisał prezes, potwierdzając tym samym, że oferta od właściciela lokalnego rywala faktycznie wpłynęła — i została odrzucona.
W poniedziałek, kiedy kolejne portale publikowały artykuły o „przełomie" w negocjacjach z Kwietniem i nadchodzącej zmianie właściciela, Królewski opublikował na X obszerny, dziesięciopunktowy manifest. Cel był jeden: uciąć to, co sam ocenił jako spekulacje idące w złym kierunku.
Przekaz jest jednoznaczny: żadnej zmiany właścicielskiej nie ma i nie było jej na horyzoncie.
„W strategii Wisły nie ma żadnych planów zmiany u szczytu władzy — z prostego powodu: nie dostaliśmy takich ofert, ani finansowych, ani na tyle silnych koncepcyjnie, żeby było to możliwe" — napisał prezes.
Zaznaczył przy tym, że nie było też żadnej rozmowy prowadzącej do przejęcia zarządzania klubem przez kogokolwiek innego i żadnej sytuacji, w której miałby utracić większość decyzyjną.
Królewski poświęcił jednak sporo miejsca nie tylko zaprzeczeniu plotkom, ale temu, dlaczego temat zmian właścicielskich jest tak trudny strukturalnie. Wyjaśnił, że nie jest w stanie pełnić roli prezesa w klubie, gdzie nie dysponuje większością decyzyjną, i nie jest osobą do wynajęcia — „kupić i płacić wynagrodzenie za realizację czyichś wizji".
To bezpośrednia odpowiedź na głosy kibiców nawołujących do scenariusza, w którym nowy, zamożny inwestor przejmuje stery i „idzie na grubo". Zdaniem Królewskiego pieniądze bez metodologii i wizji nie wystarczą — i jako przykłady budowania silnych organizacji sportowych od podstaw wymienił Widzew, Pogoń i Cracovię.

Mimo że formalnie zamknął temat zmian, zostawił drzwi uchylone. Zadeklarował gotowość do przekazania udziałów „każdemu, kto zjawi się z konkretną wizją", z zastrzeżeniem, że taki inwestor musi wziąć pełną odpowiedzialność, a każda oferta zostanie natychmiast upubliczniona kibicom.

