Dziś Lech Poznań rozpoczyna walkę o awans do kolejnej rundy eliminacji Ligi Mistrzów, a jego rywalem będzie Crvena zvezda Belgrad – utytułowany mistrz Serbii, który od lat utrzymuje bliskie relacje z rosyjskim środowiskiem piłkarskim. Co ciekawe, mimo międzynarodowej izolacji rosyjskich klubów i sponsorów po agresji na Ukrainę, Crvena zvezda nie tylko nie zerwała kontaktów, ale wręcz je pogłębiła.

Gazprom na koszulkach i sparingi w Rosji
Podczas gdy wiele europejskich klubów – w tym Schalke 04 – zdecydowało się na zakończenie współpracy z rosyjskim gigantem gazowym Gazpromem, serbski klub obrał inny kierunek. Zamiast zerwać umowę, otrzymał jeszcze większe wsparcie. Obecnie Crvena zvezda co sezon inkasuje aż 5 milionów euro od Rosjan, a logo Gazpromu nadal widnieje na trykotach zespołu z Belgradu.
Zespół, który dzisiaj zmierzy się z Lechem, rozegrał od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę aż sześć meczów z Zenitem Petersburg. Ostatni z tych sparingów odbył się zaledwie kilka tygodni temu. Nie były to jedynie zwykłe mecze kontrolne – na trybunach pojawiali się także serbscy kibice, a wśród opraw nie brakowało akcentów otwarcie wyrażających sympatie wobec Rosji.
Transparenty popierające rosyjskie działania czy symboliczne gesty obecne były zarówno podczas spotkań towarzyskich, jak i w oficjalnych rozgrywkach – m.in. w trakcie meczu z Rangers FC w Lidze Europy.
W ostatnich okienkach transferowych Crvena zvezda chętnie sięgała po piłkarzy z rosyjskich klubów. Do zespołu trafiali zawodnicy, którzy wcześniej reprezentowali barwy m.in. Dynama Moskwa czy Lokomotiwu. Dziś część z nich stanowi o sile pierwszej jedenastki mistrza Serbii.
Wszystko to nadaje dzisiejszemu spotkaniu w Poznaniu szerszy wymiar – nie tylko sportowy, ale i symboliczny.

