Wisła Kraków straciła lidera klasyfikacji strzelców Ekstraklasy, ale przy Reymonta nie zamierzają wykonywać nerwowych ruchów. Jarosław Królewski zaskoczył oceną odejścia Jordiego Sancheza i zdradził, jak klub chce poradzić sobie bez Hiszpana.
Sanchez przeniósł się do Pogoni Szczecin po aktywowaniu klauzuli odstępnego. Cała operacja wywołała spore zamieszanie, szczególnie że Królewski publicznie krytycznie odnosił się do sposobu działania Pogoni. Jego zdaniem niektóre praktyki zastosowane przy transferze nie odpowiadały zasadom funkcjonującym w piłkarskim środowisku.
Tym bardziej uwagę zwracają jego najnowsze słowa. Prezes przekonuje, że pod względem sportowym w Wiśle nie zapanował niepokój.
– Jakoś szczególnie się tym nie zmartwiliśmy. Jordi nas zaskoczył, ale po sezonie w 1. lidze raczej był szykowany na trzeciego napastnika w naszej hierarchii. Cieszymy się, pokazał swoją jakość, dał drużynie dużo szczęścia. To bardzo fajny chłopak – powiedział Królewski w rozmowie z portalem Meczyki.
Słowa mogą zaskakiwać przede wszystkim ze względu na to, co wydarzyło się później. Sanchez nie pełnił roli trzeciego napastnika, lecz rozpoczął sezon od sześciu bramek i w momencie odejścia był liderem klasyfikacji strzelców Ekstraklasy.
Wisła nie zamierza jednak w pośpiechu zastępować go kolejnym zawodnikiem. Klub liczy na powrót Jeremy'ego Guillemenota oraz dojście Angela Rodado do pełnej dyspozycji. To właśnie obecna kadra ma dostać szansę po odejściu Sancheza.
Krakowianie sprawdzali możliwości pozyskania nowych zawodników, ale ostatecznie odstąpili od awaryjnego transferu. Królewski przedstawił przy tym rozwiązanie charakterystyczne dla sposobu, w jaki od dłuższego czasu chce rozwijać Wisłę.
– Sondowaliśmy jakichś zawodników z rynków w Wielkiej Brytanii, ale stwierdziliśmy: „spokojnie, najwyżej poprawimy system, algorytmy i maszynę w zimę i też będzie OK” – stwierdził.
Do rynku transferowego Wisła Kraków może wrócić dopiero zimą, jeżeli okaże się to konieczne.

