Christian Ilzer ostro skrytykował decyzję o przyznaniu rzutu karnego dla Bayernu Monachium w przegranym 1:5 meczu Hoffenheim.
Szkoleniowiec gości nie krył wściekłości po sytuacji z 20. minuty, gdy Harry Kane zamienił jedenastkę na pierwszego gola w spotkaniu. Arbiter Tobias Stieler uznał, że Kevin Akpoguma sfaulował Luisa Diaza, co Ilzer nazwał ewidentnym błędem i decyzją, o której nie ma sensu nawet dyskutować. Trener podkreślił, że faulu absolutnie nie było, a wszyscy zgromadzeni na stadionie widzieli to zdarzenie inaczej niż sędzia. Ilzer przyznał, że czuje żal wobec 75 tysięcy kibiców, którzy liczyli na wielkie widowisko, a musieli oglądać mecz wypaczony przez grę w osłabieniu. Mimo że Stieler bronił swojego werdyktu, obóz Hoffenheim pozostaje nieugięty w swojej krytyce.
Głos w sprawie kontrowersji zabrał również dyrektor sportowy Schicker, który ocenił sytuację jako faul ofensywny wykonany przez Diaza. Jego zdaniem arbiter nie udźwignął ciężaru spotkania i odebrał fanom przed telewizorami oraz na trybunach szansę na śledzenie meczu na najwyższym poziomie. Schicker zaznaczył, że podczas gdy zawodnicy obu drużyn pokazali świetną formę, jedna osoba na boisku była wyraźnie przytłoczona wydarzeniami. Te mocne słowa padają w trudnym dla klubu momencie, gdy media spekulują o degradacji dyrektora i jego możliwym odejściu z zespołu. Niepewna przyszłość Schickera może oznaczać, że z Hoffenheim pożegna się także sam Ilzer, będący jego bliskim współpracownikiem.
