Carlos Alcaraz przechodzi przez najtrudniejszy moment w tym roku. Po fenomenalnym starcie sezonu 2026, w którym Hiszpan wygrał Australian Open i Qatar Open, w organizmie 22-letniego tenisisty coś pękło. Podczas turnieju Miami Open światowy numer jeden uległ Sebastianowi Kordzie 3:6, 7:5, 4:6, ale to nie sam wynik, a zachowanie zawodnika wywołało największe poruszenie w środowisku sportowym.
Kamery i mikrofony zarejestrowały moment, w którym Alcaraz zwrócił się do swojego sztabu szkoleniowego na początku drugiego seta. „Już nie mogę, chcę teraz wrócić do domu” – rzucił siedmiokrotny triumfator turniejów wielkoszlemowych. Na konferencji prasowej zawodnik potwierdził te słowa, przyznając, że jest gotowy na przerwę, aby naładować baterie. Jego seria 17 meczów bez porażki została brutalnie przerwana najpierw przez Daniiła Miedwiediewa w Indian Wells, a teraz przez Kordę na Florydzie.
Cena bycia numerem jeden na świecie
Sytuację skomentował Alex Corretja, były wicelider rankingu ATP. Jego zdaniem reakcja Alcaraza jest naturalnym efektem ogromnego obciążenia psychicznego i fizycznego. Corretja zauważył, że bycie celem dla każdego rywala, który przeciwko liderowi gra swój najlepszy tenis, jest wyczerpujące. Hiszpan stał się najmłodszym mężczyzną z Karierowym Wielkim Szlemem, ale sukcesy te nie dały mu czasu na regenerację. Corretja podkreślił, że przy dużej wilgotności w Miami i płaskich uderzeniach Kordy, zmęczenie Alcaraza stało się aż nadto widoczne.
Ekspert Eurosportu uważa, że komentarze o chęci powrotu do domu wynikają z przytłoczenia głowy nadmiarem obowiązków i brakiem spokoju. Alcaraz w Miami zmagał się nie tylko z rywalem, ale przede wszystkim z własnym organizmem, który odmówił posłuszeństwa po wyjątkowo intensywnych miesiącach. Teraz tenisista musi podjąć decyzję dotyczącą startów w nadchodzącej części sezonu na kortach ziemnych, biorąc pod uwagę swój stan psychofizyczny.
