Louis Saha nie gryzie się w język, oceniając obecną kondycję Ligue 1 oraz swojego byłego klubu, FC Metz. Były napastnik Manchesteru United i reprezentacji Francji wskazuje na strukturalne błędy, które spychają zasłużone marki na margines wielkiego futbolu. Jego zdaniem francuski system finansowy jest bezlitosny.
Sytuacja FC Metz, które stało się klubem typu yo-yo, budzi niepokój emerytowanego snajpera. Saha twierdzi, że problemem nie jest brak talentów, bo akademia wciąż produkuje świetnych graczy, ale niemożność ich zatrzymania. Kluby są zmuszane do sprzedaży zawodników zbyt wcześnie, co uniemożliwia budowę stabilnego składu. Według niego wystarczy kilka słabych występów w kluczowych meczach, aby rozpocząć bolesny upadek do niższej ligi.
Nierówna walka z europejskimi potęgami
Głównym winowajcą ma być rygorystyczny nadzór finansowy organu DNCG, który nakłada na francuskie zespoły ogromną presję. Saha zauważa, że w innych ligach europejskich przepisy nie są tak surowe, co stawia Ligue 1 w gorszej pozycji. Francuskie kluby są regularnie czyszczone z najlepszych piłkarzy przez bogatszą konkurencję, która natychmiast wykłada gotówkę za młode talenty z Senegalu czy lokalnych akademii.
Były piłkarz porównuje sytuację różnych marek, wskazując na Stade Rennais jako przykład klubu, który poradził sobie z trudnościami. Z kolei FC Nantes może podzielić los Metz i spaść z ligi. Saha podkreśla, że bez zmiany podejścia i wydłużenia czasu pobytu zawodników w klubie do czterech lub pięciu lat, francuska piłka będzie jedynie zapleczem dla reszty Europy. To brutalna rzeczywistość ligi, która traci swoje największe atuty przez brak stabilności.
