Jannik Sinner wyrasta na lidera tenisowego buntu. Włoch otwarcie przyznał, że jest rozczarowany brakiem zmian w podziale nagród finansowych podczas nadchodzącego French Open. Jak donoszą media, czołowi gracze czują się lekceważeni przez organizatorów turniejów wielkoszlemowych.
Sytuacja w Paryżu staje się napięta. Choć turniej rusza 24 maja, uwaga kibiców skupia się na konflikcie finansowym. Gwiazdy takie jak Iga Świątek, Novak Djoković, Aryna Sabalenka czy Coco Gauff głośno krytykują fakt, że mimo rekordowych zysków z biletów i transmisji, pula nagród wzrosła jedynie o nieco ponad dziewięć procent. Dla zawodników to kwota niewystarczająca, co sprawia, że w kuluarach coraz głośniej wybrzmiewa hasło o bojkocie imprezy. Sinner podkreśla, że czołowa dziesiątka rankingu mężczyzn i kobiet jest w tej kwestii wyjątkowo zjednoczona.
Brak szacunku i list bez odpowiedzi
Włoski tenisista nie ukrywa frustracji tempem rozmów z władzami tenisa. Zdradził, że najlepsi zawodnicy wysłali oficjalny list, na który po roku wciąż nie ma konkretnej odpowiedzi. Sinner porównuje tę sytuację do innych dyscyplin, gdzie reakcja na głos topowych sportowców następuje zazwyczaj w ciągu dwóch dób. Dla niego problemem nie są wyłącznie pieniądze, ale przede wszystkim brak szacunku. Zawodnik czeka teraz na ruch organizatorów Wimbledonu oraz US Open, zaznaczając, że bojkot jest realną opcją, bo gracze muszą w końcu postawić twarde warunki.
Organizatorzy Roland Garros bronią swojej strategii, publikując konkretne liczby. Tegoroczna pula nagród wynosi 61,723 mln euro, co jest wzrostem o 9,53 procent w stosunku do poprzedniego roku. Władze turnieju zaznaczają, że największy nacisk położono na wsparcie zawodników w kwalifikacjach oraz w pierwszych trzech rundach turnieju głównego. Sinner tymczasem kontynuuje swoją dominację na korcie, wygrywając 28 meczów z rzędu w turniejach rangi Masters 1000 i przygotowuje się do startu w Rzymie, gdzie zmierzy się z Alexem Michelsenem lub Sebastianem Ofnerem.
