Marc Casadó przeżywa trudne chwile w klubie, którego jest wychowankiem i wiernym kibicem. Choć pomocnik zachowuje profesjonalizm w obliczu konieczności odejścia z Camp Nou, ostatnia decyzja dyrekcji przelała czarę goryczy. Jak poinformował Gerard Romero, 22-latek jest wściekły na sposób, w jaki odebrano mu dotychczasowy numer na koszulce.
Dziennikarz ujawnił na swoim kanale Twitch, że władze Barcelony postanowiły przekazać numer 17, z którym występował Casadó, nowemu nabytkowi klubu. Trykot przejął Anthony Gordon, co dla Hiszpana stało się jasnym sygnałem, jak mało znaczy obecnie dla projektu Hansiego Flicka. Niemiecki szkoleniowiec uznał pomocnika za zbędne ogniwo w kadrze, co zmusiło zawodnika do współpracy z agentem Jorge Mendesem w celu znalezienia nowej drużyny jeszcze przed końcem sierpnia.
Sytuacja z numerami w szatni Barcelony stała się w ostatnich dniach wyjątkowo dynamiczna. Anthony Gordon otrzymał „siedemnastkę”, którą wcześniej zakładał dla reprezentacji Anglii, ale nie był to jedyny taki przypadek.
Mimo narastającej frustracji Casadó stara się doprowadzić do polubownego rozstania z klubem, w którym spędził lata, przechodząc przez kolejne szczeble akademii La Masia. Decyzja o oddaniu jego numeru Gordonowi, zanim transfer wychowanka został sfinalizowany, pokazuje jednak bezwzględność, z jaką Barcelona podchodzi do przebudowy składu pod wodzą nowego trenera. Piłkarz czuje się upokorzony faktem, że został wymazany z hierarchii zespołu jeszcze przed oficjalnym pożegnaniem.
