Bayern Monachium wyrwał zwycięstwo 3:2 w starciu z Freiburgiem, ale po końcowym gwizdku to nie wynik, a decyzje sędziego Daniela Sieberta stały się głównym tematem dyskusji. Freiburg prowadził 2:1, gdy arbiter doliczył osiem minut, które ostatecznie przeciągnęły się do jedenastu. W tym czasie monachijczycy zdobyli dwie bramki, co doprowadziło do wściekłości sztab i piłkarzy gości, ukaranych seryjnie żółtymi kartkami za protesty.
Vincent Kompany twardo bronił decyzji o przedłużeniu meczu, twierdząc, że doliczony czas mógł być nawet dłuższy. Belg przyznał, że frustrowały go próby gry na czas w wykonaniu rywali, choć rozumie ich motywację. Według trenera Bayernu każda sekunda stracona na dyskusje z sędzią czy celebrowanie przerw musi być doliczona, aby utrzymać płynność gry. Kompany zaznaczył, że gdyby jego zespół stracił gola w tym czasie, nikt nie kwestionowałby decyzji arbitra.
Julian Schuster nie kryje rozczarowania postawą sędziów
Zupełnie inne spojrzenie na sprawę ma Julian Schuster, który nie potrafił zrozumieć, dlaczego doliczono aż osiem minut, a potem dołożono kolejne trzy. Trener Freiburga podkreślił, że w trakcie doliczonego czasu nie działo się nic, co uzasadniałoby tak drastyczne przedłużenie gry. Schuster zauważył, że po golu na 2:2 nie było nadmiernej celebracji, więc mecz powinien zakończyć się znacznie wcześniej. Przyznał jednak, że jego zespół zawinił przy obronie decydującej bramki na 2:3.
Mimo ostrej wymiany zdań za pośrednictwem mediów, obaj szkoleniowcy zachowali klasę podczas bezpośredniego spotkania. Przed przedwczesnym opuszczeniem konferencji prasowej z powodu napiętego grafiku, Kompany uścisnął Schustera w sportowym geście. Freiburg musi teraz szybko zapomnieć o bolesnej porażce, ponieważ już w czwartek czeka ich kolejne wyzwanie w Lidze Europy. Bayern natomiast dopisuje trzy punkty po meczu, który na długo zostanie zapamiętany przez pryzmat kontrowersji czasowych.
