Julián Álvarez zakończył współpracę z agentem Fernandem Hidalgiem po nieudanej próbie przenosin z Atlético Madryt do Barcelony. Piłkarz był rozczarowany tym, jak latem zarządzano jego przyszłością.
Barcelona, mistrz Hiszpanii, przez większą część letniego okna transferowego zabiegała o 26-letniego napastnika, którego uznała za idealne wzmocnienie po odejściach Roberta Lewandowskiego i Ferrana Torresa. Starania katalońskiego klubu zakończyły się niepowodzeniem, choć sam Álvarez publicznie prosił o możliwość odejścia. Władze Atlético nie zmieniły stanowiska i konsekwentnie odmawiały sprzedaży zawodnika. „Napastnik Atlético Madryt kończy współpracę zawodową z agentem Fernando Hidalgo. Julián poczuł się rozczarowany tym, jak tego lata zarządzano jego przyszłością. Rezygnuje z usług Hidalgo i wkrótce będzie miał nowego agenta” — napisał w tym tygodniu Rubén Uría.
W znalezieniu nowego przedstawiciela pomaga zawodnikowi ojciec, Gustavo Álvarez, który od kilku tygodni prowadzi rozmowy z różnymi agencjami. Faworytem do zastąpienia Hidalga, reprezentującego piłkarza jeszcze w czasach River Plate, jest Javier Pastore. Álvarez u kolejnego agenta ma szukać dyskrecji, spokoju i wytchnienia, bo z rozczarowania najwyraźniej wciąż nie otrząsnął się w pełni. W ostatnich dniach letniego okna zainteresowanie napastnikiem wykazał również Arsenal, ale nie przekonał go do przeprowadzki i nie kontynuował rozmów z Atlético w sprawie transferu.
Spór o transfer nabrał rozgłosu, gdy w czerwcu Álvarez publicznie zażądał zmiany klubu podczas mistrzostw świata. Atlético wskazywało jednak na długoterminowy kontrakt zawodnika, w którym widnieje klauzula odstępnego wynosząca 500 mln euro. Letnia saga przyniosła napięcia także na trybunach: kibice Atlético wygwizdali napastnika podczas obu jego meczów domowych w sezonie 2026/27.
