Julián Álvarez nie pojawił się na początku tygodnia na treningach Atletico Madryt, co natychmiast wywołało lawinę domysłów na temat jego przyszłości. Choć oficjalnym powodem nieobecności była choroba, w mediach społecznościowych i prasie zaczęły krążyć niepokojące informacje o rzekomej depresji Argentyńczyka. Sytuację zaostrza fakt, że napastnik od dłuższego czasu naciska na transfer do Barcelony, który jest blokowany przez władze madryckiego klubu.
Agent zawodnika, Fernando Hidalgo, postanowił stanowczo uciąć wszelkie spekulacje dotyczące kondycji psychicznej swojego klienta. W rozmowie z 365Scores podkreślił, że plotki o depresji są całkowicie bezpodstawne i nie mają żadnego oparcia w rzeczywistości. Hidalgo zaznaczył, że do zarządu Atletico Madryt nie wpłynął żaden raport medyczny, który wskazywałby na kryzys psychologiczny piłkarza. „Plotki i oszczerstwa o tym, że Alvarez cierpi na depresję, nie mają żadnych podstaw w prawdzie” – uciął krótko przedstawiciel zawodnika.
Mimo powrotu na obiekty treningowe w piątek, Álvarez nie ćwiczył z pełnym obciążeniem wraz z resztą zespołu. Część zajęć spędził pracując indywidualnie, co tylko podsyca dyskusję o jego relacjach z Diego Simeone. Gil Marin przyznał otwarcie, że napastnik jest zdenerwowany swoją obecną sytuacją w klubie. Frustracja wynika z niemożności sfinalizowania przenosin na Camp Nou, o których marzy zawodnik.
Barcelona odprawiona z kwitkiem
Władze Atletico Madryt wydały oficjalne oświadczenie, w którym kategorycznie wykluczyły sprzedaż swojej gwiazdy do bezpośredniego rywala z LaLiga. Klub liczy na to, że po zamieszaniu związanym z chorobą i plotkami, Álvarez w pełni zintegruje się z drużyną i będzie dostępny na najbliższy mecz ligowy. Stanowisko Madrytu pozostaje nieugięte. Przyszłość Argentyńczyka wisi na włosku, a jego powrót do regularnych występów pod wodzą Simeone stoi pod znakiem zapytania.
