Julián Álvarez po raz pierwszy poważnie rozważa przenosiny do Arsenalu. David Medina z dziennika Marca informuje, że argentyński napastnik opuścił środowy trening Atlético Madryt przed wyjazdowym starciem z Sevillą. Choć klub oficjalnie tłumaczy nieobecność nagłą chorobą zawodnika, sytuacja ma drugie dno związane z zablokowanym transferem do Barcelony.
Marzenia piłkarza o grze na Camp Nou legły w gruzach. Agent zawodnika, Fernando Hidalgo, nie jest w stanie zagwarantować przenosin do Katalonii, co wywołało frustrację w otoczeniu gracza. Sygnały ostrzegawcze pojawiły się już podczas meczu z Villarrealem, gdy rodzina Álvareza nie pojawiła się na trybunach, a sam zawodnik opuścił boisko przed kolegami z drużyny. Diego Simeone potwierdził, że była to próba ochrony napastnika przed reakcją radykalnych kibiców Frente Atlético.
Atlético Madryt zajęło w tej sprawie twarde stanowisko. Władze klubu z Madrytu ogłosiły, że szanse na sprzedaż Álvareza do Barcelony wynoszą zero procent, nazywając to kwestią godności, a nie pieniędzy. Joan Laporta odpowiedział na to deklaracją, że Barcelona nie zamierza poprawiać swojej odrzuconej wcześniej oferty opiewającej na 100 milionów euro. Taki impas otworzył drzwi dla Arsenalu, który od ponad roku pracuje nad sprowadzeniem Argentyńczyka do Londynu.
Rekordowa oferta i negocjacje w Londynie
Według ustaleń Mediny, Arsenal i Atlético mają już gotowy zarys porozumienia, a kwota transakcji może sięgnąć nawet 150 milionów euro wraz z bonusami. Byłaby to najwyższa sprzedaż w historii madryckiego klubu. W ubiegłym tygodniu w Londynie przebywał dyrektor sportowy Mateu Alemany, który miał spotkać się z przedstawicielami Kanonierów. Czasu na finalizację jest jednak mało, ponieważ okno transferowe zamyka się w najbliższy wtorek, a Atlético musi najpierw znaleźć następcę dla swojego snajpera.
