Kimi Antonelli wyrasta na nową gwiazdę Formuły 1. 19-letni kierowca Mercedesa wygrał wyścig w Chinach, zostając drugim najmłodszym triumfatorem Grand Prix w historii tego sportu. Sukces w Szanghaju miał jednak drugie dno, o którym wiedzieli tylko nieliczni.
Wszystko zaczęło się tydzień wcześniej w Melbourne, podczas kolacji w włoskiej restauracji. To tam młody zawodnik usłyszał o słynnym wyczynie Jima Clarka z 1967 roku. Legendarny Szkot wygrał wówczas Grand Prix USA, jadąc uszkodzonym Lotusem, w którym tylne koło ledwo trzymało się zawieszenia. Mijając linię mety, Clark uniósł kciuk w geście triumfu. Antonelli, zafascynowany tą historią, złożył wtedy obietnicę: jeśli wygra jeden z dwóch pierwszych wyścigów sezonu, powtórzy ten ikoniczny gest.
Dotrzymał słowa w wielkim stylu
W Australii Włoch musiał uznać wyższość kolegi z zespołu, George'a Russella, zajmując drugie miejsce. Prawdziwy popis dał jednak w Chinach. Startując z pole position, kontrolował przebieg rywalizacji, choć w końcówce zafundował mechanikom Mercedesa chwilę grozy po mocnym zablokowaniu kół w nawrocie. Mimo presji dowiózł zwycięstwo do mety. Gdy tylko ujrzał flagę w szachownicę, natychmiast uniósł kciuk do góry, nawiązując do wyczynu Clarka sprzed ponad pół wieku.
Po wyścigu Antonelli nie krył radości z faktu, że jako jedyny pamiętał o złożonej deklaracji. Myśleliście, że zapomniałem? – śmiał się w rozmowie z dziennikarzami. Dla młodego kierowcy, który od dziecka żyje wyścigami, nawiązanie do historii sportu było czymś naturalnym. Przyznał, że potraktował tę obietnicę jako dobry omen, który ostatecznie przyniósł mu przełomowy triumf w barwach Mercedesa. Teraz cały świat motorsportu mówi o jego klasie i niezwykłej pamięci do detali.
