Emma Raducanu wyrasta na jedną z głównych bohaterek nadchodzącego French Open, ale nie ze względu na formę sportową. Brytyjka zdecydowała się na ponowne zatrudnienie Andrew Richardsona, trenera, który doprowadził ją do triumfu w US Open w 2021 roku. Jak donoszą media, ta współpraca ma pomóc zawodniczce odzyskać pasję do sportu po bardzo trudnym okresie zdominowanym przez problemy zdrowotne i wirusa.
Tim Henman, były lider brytyjskiego tenisa i bliski przyjaciel Richardsona, uważa tę decyzję za niezwykle trafną. Podkreśla, że Raducanu potrzebuje teraz przede wszystkim stabilizacji i ciągłości, których brakowało w jej karierze przez ostatnie lata. Richardson, który był drużbą na ślubie Henmana, jest opisywany jako osoba unikająca blasku fleszy, posiadająca ogromną wiedzę merytoryczną oraz wieloletnią relację z zawodniczką, co ma być kluczowe w procesie odbudowy jej fizycznej odporności na korcie.
Trudny powrót na mączkę i walka o ranking
Powrót do rywalizacji po dwumiesięcznej przerwie okazał się bolesny, co pokazała porażka z Diane Parry w Strasburgu. Henman zaznacza, że mączka to najtrudniejsza nawierzchnia dla Raducanu, dlatego nie należy oczekiwać cudów podczas Roland Garros. Prawdziwym celem jest zbudowanie rytmu meczowego przed sezonem na trawie. Ranking tenisistki drastycznie spadł, co oznacza brak rozstawienia w Paryżu i prawdopodobnie również na Wimbledonie, chyba że zanotuje serię zwycięstw w nadchodzących turniejach w Queen’s Clubie oraz Eastbourne.
Obecność Richardsona w boksie trenerskim ma uciszyć plotki o gasnącym zapaśle Raducanu do zawodowego tenisa. Eksperci przypominają, że rozstanie z tym szkoleniowcem po sukcesie w Nowym Jorku było błędem, który naprawiono dopiero po pięciu latach. Teraz priorytetem jest zdrowie i cierpliwość, ponieważ proces powrotu na szczyt po długiej nieobecności wymaga czasu. Kolejne tygodnie pokażą, czy duet, który zszokował świat w 2021 roku, jest w stanie ponownie nawiązać do tamtych wyników.
