Właściciel śpi w tym samym hotelu co zawodnicy, je te same posiłki i nie opuszcza żadnego treningu. A gdy w grę wchodzi transfer, potrafi w kilka minut podnieść ofertę, bo nie chce czekać ani dnia dłużej. Reportaż Mateusza Migi z TVP Sport pokazuje, jak naprawdę wygląda kuchnia Wieczystej Kraków przed debiutem w Ekstraklasie – i jest w niej sporo nietypowych rozwiązań.
„Dosyp mu jeszcze trochę”
Na zgrupowaniu w Austrii Wojciech Kwiecień siedzi na balkonie hotelu, pije czarną kawę i praktycznie bez przerwy rozmawia o transferach. Gdy wiceprezes Sławomir Peszko składa pierwszą ofertę piłkarzowi, który akurat gra na mistrzostwach świata, właściciel od razu naciska, żeby podbić stawkę. Peszko musi go studzić. To nie jest jednorazowa sytuacja – tak wygląda cała filozofia klubu: lepiej przepłacić, niż stracić dwa tygodnie na negocjacjach i przez to przegrać dwa mecze na starcie sezonu.
Decyzje transferowe zapadają błyskawicznie i bez zbędnych formalności. Nie ma tu rady nadzorczej ani serii podpisów – wystarczy, że przy śniadaniu ktoś rzuci nazwisko, a Kwiecień każe od razu dzwonić do agenta. Zawodnicy i trenerzy przyznają, że nigdzie wcześniej nie spotkali się z tak bezpośrednim zaangażowaniem właściciela.
Jedna twarda zasada
Jest jednak jeden wyjątek od reguły „działamy szybko”. Gdy do klubu zgłasza się agent piłkarza broniącego akurat barw Wisły Kraków, temat natychmiast zostaje zamknięty. Zamiast otwierać negocjacje, Wieczysta dzwoni do rywala i pyta, dlaczego jego zawodnik w ogóle szuka nowego klubu.
Nie każdy chce przyjść za pieniądze
Mimo hojności klubu nie wszystko idzie po myśli Kwietnia. Oferta na milion euro dla Afimico Pululu w ogóle nie doczekała się odpowiedzi. Za Dawida Kownackiego trzeba by zapłacić – zdaniem właściciela – zdecydowanie za dużo. Benjamin Kallman oczekiwał 800 tysięcy euro samego podpisu, co też uznano za przesadę. Z kolei Mikkel Maigaard długo się wahał i dopiero trzecia oferta skłoniła go do zamiany Cracovii na pierwszoligową wtedy Wieczystą.
Za to gdy trafia się drybler, który podoba się właścicielowi, sprawa nie ciągnie się długo – „musimy go mieć"”pada wtedy niemal odruchowo. Latem klub sfinalizował już pięć transferów, w tym rekordowy w historii klubu – Duje Dujmović kosztował pół miliona euro plus bonusy.
Klub wielkości 20 pracowników, ale z ambicjami Ekstraklasy
Kwiecień prowadzi Wieczystą od sześciu lat i w tym czasie doprowadził ją do pięciu awansów – od klasy okręgowej po najwyższą ligę. Struktury klubu wciąż jednak przypominają bardziej Wisłę Kraków sprzed trzech dekad niż nowoczesny klub Ekstraklasy. Dla porównania: Legia Warszawa wydaje rocznie 30 milionów złotych na samych pracowników biurowych. Wieczysta dopiero teraz buduje 10-12-osobowy zespół do obsługi meczów na najwyższym poziomie, bo w poprzednim sezonie mecze domowe rozgrywała w Sosnowcu, a organizacją zajmowali się pracownicy tamtejszego stadionu.
Pierwszy poważny sprawdzian czeka klub 1 sierpnia, gdy do Krakowa przyjedzie Lech Poznań. Wcześniej trzeba było w pośpiechu zarejestrować spółkę akcyjną – bez tego start w Ekstraklasie w ogóle nie byłby możliwy.
Właściciel, który wciąż nie odpuszcza
Wielu typowało, że Kwiecień w końcu straci zapał – gdy klub utknął na dwa sezony w trzeciej lidze, albo gdy głośno mówiło się o jego możliwym zaangażowaniu w Wisłę Kraków. Nic takiego się nie stało. Kilka dni przed startem sezonu jest zdenerwowany, ale zdeterminowany, by wzmacniać skład dalej, jeśli będzie taka potrzeba.

