Joan Laporta wywołał prawdziwą burzę w stolicy Katalonii. Kandydat na prezydenta Barcelony w ostrych słowach skomentował odejście 18-letniego Dro Fernandeza do Paris Saint-Germain. Za transfer wart 8,4 mln euro obwinił agenta piłkarza, Ivana de la Penę. Laporta nazwał zachowanie byłego pomocnika klubu zdradą i haniebnym ciosem w plecy, co budzi ogromne emocje przed niedzielnym głosowaniem.
Sytuacja jest o tyle napięta, że de la Pena reprezentuje interesy obecnych gwiazd pierwszej drużyny, takich jak Gavi czy Eric Garcia. Laporta podkreślił, że Hansi Flick dawał nastolatkowi szanse w składzie kosztem graczy bardziej oddanych barwom klubowym. Według polityka relacje z PSG pozostają poprawne dzięki wynegocjowanej kwocie, ale postawa agenta, który zbudował swoją pozycję na historii w Barcelonie, jest dla niego nie do zaakceptowania.
Przyszłość Rashforda i nowe cele transferowe
Oprócz rozliczeń z przeszłością Laporta nakreślił plany kadrowe. Potwierdził, że klub monitoruje sytuację Pedro Neto z Chelsea, który posiada w kontrakcie klauzulę ułatwiającą odejście. Jednocześnie wykluczył sprowadzenie Dusana Vlahovicia z Juventusu. Większy entuzjazm wzbudza u niego Joao Cancelo, którego klasę i asysty publicznie wychwalał, sugerując potrzebę budowy bardziej odważnej i ofensywnej Barcelony w nadchodzącym sezonie.
Kluczową kwestią pozostaje Marcus Rashford. Anglik przebywa w Barcelonie na wypożyczeniu z Manchesteru United, a klub posiada opcję wykupu za 30 mln euro. Laporta przyznał, że jest bardzo zadowolony z liczb napastnika i jego zaangażowania w życie fundacji. Ostateczna decyzja o zatrzymaniu zawodnika na stałe należy do Deco, jednak wiele zależy od limitu wynagrodzeń, z którym klub musi się zmierzyć latem.
