Waldemar Kita bije na alarm i wieszczy katastrofę FC Nantes. Właściciel klubu przyznaje otwarcie, że sytuacja jest dramatyczna, a widmo upadku staje się coraz bardziej realne. Jeśli nic się nie zmieni, Kanarki mogą podzielić los Bordeaux.
Obecna sytuacja sportowa FC Nantes wygląda fatalnie. Zespół zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli Ligue 1 i traci pięć punktów do szesnastego Auxerre. To bolesny upadek dla drużyny, która jeszcze trzy lata temu rywalizowała w fazie pucharowej Ligi Europy. 72-letni Waldemar Kita w rozmowie z Eurosportem nie ukrywa, że bycie właścicielem klubu przestało sprawiać mu jakąkolwiek przyjemność. Biznesmen oraz jego syn Franck, pełniący funkcję wiceprezesa, od lat zmagają się z ogromną niechęcią ze strony kibiców.
Konflikt z miastem i groźba bankructwa
Problemy FC Nantes wykraczają daleko poza boisko piłkarskie. Władze miasta odrzuciły projekty budowy nowego stadionu oraz nowoczesnego ośrodka treningowego, co blokuje rozwój infrastruktury. Kita podkreśla, że nie może dalej pracować w takim środowisku. Choć deklaruje profesjonalizm i szacunek do współpracowników, jego słowa o Bordeaux budzą przerażenie. Ten francuski gigant przez fatalne zarządzanie wylądował na czwartym poziomie rozgrywkowym po serii degradacji sportowych i administracyjnych. Nantes jest teraz na tej samej prostej.
Pytany o ewentualną sprzedaż udziałów, Waldemar Kita odpowiada wymijająco. Twierdzi, że nagłe odejście i porzucenie wszystkich z dnia na dzień nie byłoby uczciwe, mimo że atmosfera wokół klubu jest nie do zniesienia. Rodzina Kita zarządza FC Nantes od 2007 roku, ale nigdy nie zdołała zbudować pozytywnej relacji z fanami. Dzisiaj klub stoi nad przepaścią, a widmo spadku do Ligue 2 to tylko początek potencjalnych problemów, które mogą doprowadzić do całkowitego upadku zasłużonej marki.
