Tottenham nie traci cierpliwości do Mateusa Fernandesa i nie martwi się jego dotychczasowymi występami, choć pomocnik na początku sezonu nie spełnia pokładanych w nim nadziei. Klub widzi w nim długoterminową inwestycję i zamierza dalej go wspierać, a Roberto De Zerbi przekonuje, że piłkarz potrzebuje czasu.
Fernandes był latem rozchwytywany, a o jego pozyskanie zabiegało kilka klubów. Dwa kolejne spadki z Premier League, najpierw z Southampton, a następnie z West Hamem w poprzednim sezonie, nie osłabiły jego pozycji na rynku. Tottenham wygrał wyścig o pozyskanie pomocnika i zapłacił za niego 85 mln funtów. Wówczas była to rekordowa kwota w historii klubu, ale później Spurs uzgodnili transfer Sandro Tonaliego, który pobił ten rekord. Kibice liczyli, że Fernandes i Tonali stworzą podstawowy duet w środku pola.
Na razie Fernandes zaczął w podstawowej jedenastce tylko trzy z siedmiu ligowych spotkań i nie wystąpił od pierwszej minuty w żadnym z trzech ostatnich. De Zerbi często rotuje składem, szukając optymalnego zestawienia. Głównym powodem, dla którego Fernandes nie gra częściej, są słabe wyniki Tottenhamu od początku sezonu. Część kibiców zaczęła już wątpić w sens wydania 85 mln funtów i uważa, że piłkarz może okazać się niewypałem. W klubie znają te obawy, ale nie podzielają takiej oceny.
Tottenham uważa Fernandesa za inwestycję na przyszłość i wierzy, że pomocnik z czasem pokaże pełnię możliwości. Wejście do nowego zespołu wymaga adaptacji, a presja związana z występami w Tottenhamie różni się od tej, z jaką zawodnik mierzył się w Southampton czy West Hamie. Gracz potrzebuje czasu, by odnaleźć się w północnym Londynie. De Zerbi zaznaczał też, że musi on zrozumieć, jak ma grać drużyna. „Mateus jest świetnym piłkarzem, jednym z najlepszych w naszym zespole, i potrzebuje czasu, by zrozumieć klub. Mam do niego zaufanie. Nie zaczyna meczów źle ani nie wypada gorzej od innych, ale musi być silniejszy. Potrzebuje czasu i właśnie tyle mu damy” — powiedział De Zerbi. Fernandes zamierza walczyć o ważne miejsce w planach trenera i przekonać do siebie krytyków.