Wojciech Kowalczyk zabrał głos w sprawie Widzewa Łódź — i nie pozostawił złudzeń: klub, który miał walczyć o mistrzostwo i europejskie puchary, gra jego zdaniem „jedną z najgorszych piłek w Ekstraklasie", a mecz z Motorem Lublin może być ostatnim sprawdzianem przed przepaścią.
Gdy Robert Dobrzycki przejął Widzew i zaczął inwestować na niespotykaną w polskiej piłce skalę — łączne wydatki transferowe sięgnęły ponad 22 milionów euro, a samo zimowe okienko kosztowało około 15 milionów euro — w Łodzi zapanował entuzjazm. Kowalczyk doskonale go pamięta:
„Mówiono: nie no, Widzew w tym roku to powalczy o tytuł mistrzowski i europejskie puchary."
Do drużyny trafili między innymi Osman Bukari, Przemysław Wiśniewski, Emil Kornvig, bramkarz Bartłomiej Drągowski czy Steve Kapuadi sprowadzony z Legii Warszawa. Na papierze — skład godny czołówki ligi.
Rzeczywistość okazała się brutalna. Po 29 kolejkach Widzew zajmuje 17. miejsce z 33 punktami i tkwi w strefie spadkowej. W ciągu jednego sezonu klub zmienił trzech trenerów, stracił dyrektora sportowego, a w rundzie wiosennej zdołał wygrać zaledwie jeden mecz.
Przepaść między nakładami a wynikami skłoniła Kowalczyka do wyjątkowo ostrej oceny. „
Pan Dobrzycki stworzył, niektórym się wydawało, potwora" — stwierdził komentator, by chwilę później bezlitośnie ocenić grę zespołu. „Widzew bije się o utrzymanie z taką kadrą. Z dobrymi strzelcami, z reprezentantem Polski w bramce, z reprezentantem Polski na środku obrony. Widzew gra jedną z najgorszych piłek. Nie wiem, którą drużynę jeszcze musiałbym tam oznaczyć, że gra tak źle i nieskutecznie" — wyliczał.
Dla kontrastu Kowalczyk wskazał na Legię Warszawa, która po długim balansowaniu nad strefą spadkową zdołała się ustabilizować i zajmuje obecnie 11. miejsce z 37 punktami — o cztery więcej niż Widzew. Recepta, zdaniem komentatora, była prosta:
„Co dwie kolejki trzeba zrobić cztery punkty. Tak robi Legia Warszawa, dlatego Legia uciekła Widzewowi i lekko dobrze oddycha."
Widzew zaś konsekwentnie traci punkty i ta nieregularność może go kosztować miejsce w Ekstraklasie. Obie drużyny spotkają się już 1 maja w Warszawie.
Kowalczyk wskazał konkretny mecz jako punkt bez powrotu.
„Przyjedzie Motor Lublin z najlepszym strzelcem Ekstraklasy. Dobrze grający zespół. Niewygranie meczu z Motorem Lublin w najbliższej kolejce prawdopodobnie będzie oznaczało spadek z Ekstraklasy" — wyrokował.
Scenariusz degradacji rysuje się dla łódzkiego klubu wyjątkowo ponuro. Kowalczyk przewiduje, że po ewentualnym spadku szatnia szybko się posypie:
„Ja wolę wyjechać z Widzewa. Ja wolę opuścić Widzew — to będzie wśród wielu piłkarzy, bez względu na zarobki, bo może im się pierwsza liga nie podobać."
Do tego dochodzi perspektywa cięć finansowych ze strony właściciela, który — jak sugeruje komentator — może uznać, że nie ma sensu utrzymywać budżetu na poziomie ekstraklasowym, skoro drużyna gra w pierwszej lidze. Tutaj jednak warto podkreślić, że sam Dobrzycki zaprzecza takiej strategii, chociaż nieoficjalnie mówi się, że po meczu z Legią ma w Łodzi powstać plan na ewentualny spadek.
