Formuła 1 znalazła się w ogniu krytyki po wprowadzeniu nowych przepisów na sezon 2026. Kierowcy coraz głośniej narzekają na systemy odzyskiwania energii i algorytmy, które zaczynają dominować nad czystym talentem za kierownicą. Sytuacja stała się napięta zwłaszcza po ostatnich wyścigach na torach wymagających ogromnych nakładów energetycznych.
Najostrzej o obecnej sytuacji wypowiedział się Oscar Piastri. Kierowca McLarena, obserwując jak algorytmy uczenia maszynowego wpływają na prędkość bolidów, nie krył swojej frustracji. „To całkiem beznadziejny sposób na ściganie” – przyznał wprost po rywalizacji na torze Spa. Jego słowa odbiły się szerokim echem w padoku, podsycając dyskusję o tym, czy sport nie zmierza w złym kierunku, naruszając zasadę, że kierowca musi prowadzić samochód sam i bez pomocy.
Inżynierowie bronią rewolucji w F1
Mimo fali krytyki, Neil Houldey z McLarena przekonuje, że nowe zasady wciąż premiują najlepszych. Jego zdaniem F1 stała się teraz grą intelektualną, w której agresja na torze może przynieść więcej szkód niż pożytku. Zbyt gwałtowne przyspieszanie kosztuje cenną energię elektryczną, co natychmiast mści się w dalszej części okrążenia. To zmusza zawodników do zupełnie innego podejścia do jazdy niż w poprzednich latach.
Houldey podkreśla, że kluczem do sukcesu jest teraz zrozumienie procesów zachodzących w tle. „Kierowcy, którzy rozumieją, co muszą zrobić, ci najbardziej rozgarnięci, najlepsi na świecie, nadal będą najszybsi” – stwierdził dyrektor techniczny McLarena. Według niego, choć systemy mogą chwilowo faworyzować jednego z zawodników, to ostatecznie w przekroju całego sezonu różnica między wybitnymi a przeciętnymi kierowcami pozostanie widoczna w wynikach.
