Iga Świątek sensacyjnie pożegnała się z Wimbledonem już na etapie trzeciej rundy. Polska tenisistka, która broniła tytułu wywalczonego przed rokiem, musiała uznać wyższość Alexandry Eali. Porażka 6:7(9), 2:6 oznacza dla Polki bolesne konsekwencje w rankingu oraz konieczność całkowitej przebudowy swojej gry.
Mecz z reprezentantką Filipin był dla Świątek drogą przez mękę, zwłaszcza w sferze mentalnej. Choć Polka miała dwie piłki setowe w pierwszej partii, nie zdołała ich wykorzystać. Eala konsekwentnie zmuszała byłą liderkę rankingu do błędów z forhendu, a w decydujących momentach popisywała się precyzyjnymi uderzeniami. Dla Filipinki to historyczny sukces, gdyż została pierwszą zawodniczką ze swojego kraju, która dotarła do drugiego tygodnia turnieju wielkoszlemowego, poprawiając bilans bezpośrednich starć ze Świątek na 2:1.
Kryzys pogłębia się z każdym miesiącem
Największe emocje wzbudziła jednak pomeczowa konferencja prasowa, na której Świątek zdobyła się na zaskakującą szczerość. Pięciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa przyznała, że ma problem z akceptacją własnej dyspozycji na korcie. „Szczerze mówiąc, nie obchodzą mnie już wyniki. Byłam na nich tak skupiona, że trudno jest to kontynuować w ten sposób. Staram się to odpuścić. Nie mam dobrych wyników, więc nie będę ich od siebie oczekiwać, bo one się po prostu nie zdarzają. Nie jestem jeszcze na tym poziomie” – wyznała otwarcie Polka.
Sytuacja Świątek staje się coraz trudniejsza, ponieważ zawodniczka od dwunastu miesięcy nie wygrała żadnego turnieju singlowego. Przegrana z Ealą spowoduje utratę aż 1870 punktów rankingowych, co poskutkuje wypadnięciem z czołowej piątki zestawienia WTA po raz pierwszy od trzynastu miesięcy. Tenisistka zapowiedziała, że musi wrócić do podstaw i skupić się na poprawie technicznych elementów swojej gry, zamiast nakładać na siebie presję związaną z końcowymi rozstrzygnięciami w turniejach.
