Korona Kielce wchodziła w końcówkę sezonu z przekonaniem, że walka o utrzymanie jej nie dotyczy — tymczasem piątkowe spotkanie z Piastem Gliwice może zadecydować, czy ten czarny scenariusz się nie ziści.
Po trzydziestu rozegranych kolejkach Korona zajmuje 12. lokatę z dorobkiem 38 punktów — jeszcze niedawno wydawało się, że Kielczanie mają bezpieczny dystans do strefy zagrożenia. Tymczasem im bliżej końca sezonu, tym ich pozycja robiła się coraz bardziej niepewna, a piątkowy mecz z Piastem urósł do rangi spotkania, które może ten niepokój albo ostatecznie uśmierzyć, albo potwierdzić w najgorszym możliwym wydaniu.
Rywal z Gliwic jest w niemal identycznym położeniu. Położeniu drużyny, która nie zdołała wypracować sobie. Zwycięstwo Piasta w ten piątek oznaczałoby 42 punkty, co ekipie trenera Myśliwca powinno znacząco przybliżyć bezpieczne miejsce w lidze. Korona w przypadku porażki zostałaby mocno wciągnięta w strefę bezpośredniego zagrożenia — z trzema kolejkami do końca i bez żadnego buforu bezpieczeństwa. Przegrany tego meczu zostaje sam z problemem, który do tej pory mógł jeszcze bagatelizować.
Gliwiczanie przyjeżdżają do Kielc nakręceni przekonującym zwycięstwem 4:1 z Arką Gdynia — drużyną, która obok Termaliki Bruk-Bet uchodzi za głównego kandydata do degradacji. Wcześniejsze tygodnie nie były jednak dla Piasta równie łaskawe — dwie kolejne porażki, z Pogonią Szczecin i Termalicą, pokazały, że drużyna potrafi niespodziewanie gubić punkty. Korona z kolei w ostatnich czterech meczach zanotowała jedno zwycięstwo, dwa remisy i porażkę — seria, która krok po kroku zepchnęła ją w miejsce, w którym znaleźć się nie chciała.
W bezpośrednich starciach historyczna przewaga należy do Piasta: w poprzednim sezonie Gliwiczanie nie przegrali z Koroną ani razu, a w październiku 2024 roku wygrali z nią 2:0.
Trener Jacek Zieliński nie ucieka od powagi sytuacji. Przyznał wprost, że zwycięstwo da drużynie zdecydowanie większy powiew spokoju, zapewniając jednocześnie, że w szatni nie ma miejsca na rezygnację ani szukanie wymówek. Kielczanie mają grać na swoich warunkach — z wykorzystaniem własnego stadionu i wsparcia kibiców, które trener wymienił jako jeden z kluczowych atutów.
„Mamy za sobą publikę, mamy za sobą swój stadion" — mówił Zieliński, wyrażając przekonanie, że piątek zakończy się po myśli Korony.
Szkoleniowiec poświęcił jednak szczególną uwagę kwestiom mentalnym, wskazując je jako równie istotne jak przygotowanie taktyczne — a może nawet ważniejsze przy spotkaniu tej rangi. Przestrzegał zarazem przed pułapką nadmiernego nakręcania: zbyt intensywna motywacja może, jego zdaniem, przynieść skutek odwrotny od zamierzonego.
Receptą ma być spokój i konsekwencja. Sztab zdecydował się na drobne korekty tygodniowego mikrocyklu, choć Zieliński zastrzegł, że ogólny plan przygotowań jest realizowany zgodnie z założeniami. Teraz pozostaje sprawdzian na boisku — i odpowiedź na pytanie, czy czarny scenariusz Korony pozostanie tylko obawą, czy stanie się rzeczywistością.
