Dwa lata temu Wisła Kraków przywiozła do Polski ampfutbolową Ligę Mistrzów — teraz Śląsk Wrocław celuje w inauguracyjną edycję Ligi Europy EAFF i nie pozostawia złudzeń co do swoich zamiarów.
Marcin Oleksy nie owija w bawełnę.
„Przed dwoma laty Wisła Kraków zwyciężyła w ampfutbolowej Lidze Mistrzów. Świetnie byłoby powrócić do kraju z kolejnym pucharem — tym razem wywalczonym przez nas" — mówi zawodnik Wrocławian
Deklaracja jest jednoznaczna:
„Cel jest jeden, czyli zwycięstwo w całym turnieju. Nie interesuje nas żadne inne miejsce".
Śląsk przyjeżdża do tureckiej Ankary jako wicemistrz Polski — tytuł wywalczony zaledwie w trzecim sezonie istnienia w ampfutbolowej ekstraklasie — i uczestnik inauguracyjnej edycji Ligi Europy EAFF, nowych rozgrywek dedykowanych wicemistrzom krajowych lig.
Turniej rozgrywany jest w skondensowanej, trzydniowej formule: sześć drużyn rywalizuje najpierw w fazie grupowej, a następnie w półfinałach i finale. Oleksy dostrzega w samym istnieniu tych rozgrywek dowód na rozwój dyscypliny.
„To coś wyjątkowego nie tylko dla nas jako klubu, ale całego środowiska. Mamy Ligę Mistrzów, a teraz także Ligę Europy. Ta dyscyplina naprawdę się rozwija" — podkreśla.
Droga do finału wiedzie przez grupę, w której Śląsk zmierzy się z włoską Vicenzą — starcie zaplanowane na środę 23 kwietnia o godzinie 11:30 — oraz belgijskim Club Brugge, który na Wrocławian czeka dzień później, o 10:30.
Głównym faworytem całego turnieju jest turecki Başkent — gospodarz rozgrywek i aktualny mistrz Europy w ampfutbolu. Oleksy nie ucieka od tego tematu:
„Mamy świadomość, że na naszej drodze do jego osiągnięcia będzie zapewne czekać gospodarz turnieju. Başkent uchodzi za faworyta rywalizacji, ale nas to nie przeraża. Chcemy wygrać z każdym przeciwnikiem, niezależnie od prezentowanego poziomu".
Wtóruje mu trener Ennajmi, który przestrzega przed jakimkolwiek luzem już od pierwszego gwizdka:
„Każdy mecz tutaj będzie niczym finał — nie ma miejsca na błędy".
Finał turnieju zaplanowano na piątek 25 kwietnia o godzinie 17:00.
