Florentino Perez rzadko zabiera głos w mediach, ale jego ostatnie wystąpienie wstrząsnęło hiszpańskim futbolem. Prezydent Realu Madryt, zamiast gasić pożary wewnątrz klubu, zdecydował się na frontalny atak. Wypowiedzi 10. najbogatszego człowieka w Hiszpanii wywołały falę krytyki i niedowierzania wśród dziennikarzy wszystkich opcji.
Zamiast merytorycznej analizy problemów sportowych, Perez postawił na retorykę oblężonej twierdzy. Atakował dziennikarzy, nazywając ich „brzydkimi”, a w przypadku Marii Jose Fuentealamo z dziennika ABC, zakwestionował jej wiedzę o futbolu ze względu na płeć. Co istotne, zaledwie pół godziny po tym incydencie doszło do zmiany na stanowisku dyrektora wspomnianej gazety. Prezydent Realu Madryt uderzał w media, sprawę Negreiry, a nawet w południowoamerykańskie akcenty, co sprawiło, że obserwatorzy zaczęli porównywać go do Donalda Trumpa.
Chaos w szatni i upadek autorytetów
Sytuacja sportowa Realu Madryt jest fatalna, a przyjście Kyliana Mbappe nie odmieniło gry zespołu. W szatni panuje chaos, o czym świadczą fizyczne spory między zawodnikami za kulisami. Alvaro Arbeloa, który miał uspokoić nastroje po zwolnieniu Xabiego Alonso, całkowicie stracił kontrolę nad drużyną. Perez próbuje odwrócić uwagę od tych problemów, jednak jego agresywna postawa przynosi odwrotny skutek. Barcelona zareagowała na oskarżenia prezydenta oficjalnym oświadczeniem już godzinę po jego konferencji.
Kontrowersje budzi również kwestia nadchodzących wyborów w klubie. Choć Perez wezwał do głosowania, realna konkurencja praktycznie nie istnieje. Wymogi dotyczące gwarancji bankowych są tak wysokie, że w całej Hiszpanii spełnia je mniej niż pięć osób. Sprawia to, że proces wyborczy staje się jedynie formalnością, a pozycja Pereza pozostaje niezagrożona, mimo narastającego kryzysu wizerunkowego i sportowego. Po fali krytyki prezydent zdecydował się na kolejny wywiad, tym razem w programie El Chiringuito u Josepa Pedrerola.
