Marsylia ogłosiła Grégory’ego Lorenziego nowym dyrektorem sportowym, co wywołało furię we władzach OGC Nice. Współprezes klubu z Lazurowego Wybrzeża, Jean-Pierre Rivere, ujawnił szokujące kulisy tej transakcji. Lorenzi miał wcześniej podpisać kontrakt z Niceą i dać słowo honoru, że dołączy do zespołu, jednak ostatecznie wybrał ofertę ligowego rywala.
Negocjacje z byłym dyrektorem Stade Brestois trwały wiele tygodni. Rivere wspomina, że Lorenzi zadzwonił do niego w niedzielne popołudnie, deklarując podjęcie ostatecznej decyzji po rodzinnym spotkaniu. Zapewniał prezesa o swojej lojalności, mimo świadomości, że Marsylia operuje w innym wymiarze finansowym. Dwa tygodnie po podpisaniu dokumentów sytuacja uległa jednak drastycznej zmianie, gdy Lorenzi osobiście poinformował o wycofaniu się z ustaleń.
Konsekwencje finansowe i spór prawny
Władze Nicei są oburzone postawą Marsylii, która ogłosiła zatrudnienie Lorenziego, wiedząc o jego obowiązującym kontrakcie z innym klubem. Rivere podkreśla, że takie zachowanie narusza standardy współpracy w lidze. Choć klub nie zamierza zatrzymywać dyrektora na siłę, oczekuje rozmów z Marsylią w sprawie odszkodowania. Rezygnacja Lorenziego wiąże się z okresem wypowiedzenia oraz skutkami finansowymi, które dla Nicei nie są bez znaczenia.
Prezes Nicei przyznał, że liczył na profesjonalizm ze strony Marsylii i uszanowanie zawartej umowy. Podejrzewał, że rywale kontaktowali się z Lorenzim jedynie na wypadek spadku Nicei do Ligue 2, co przewidywała specjalna klauzula. Rzeczywistość okazała się inna, a sprawa trafi teraz na szczebel gabinetowy pomiędzy oboma klubami. Rivere potwierdził jednocześnie, że sam opuści Niceę po zapewnieniu drużynie utrzymania w najwyższej klasie rozgrywkowej.
