Real Madryt zmaga się z bezprecedensowym kryzyssem w dziale medycznym. Eduardo Camavinga jest drugim zawodnikiem w tym sezonie, u którego przeprowadzono badania diagnostyczne nie tej kończyny, która faktycznie uległa urazowi.
Francuski dziennik L’Equipe ujawnił, że po meczu z Athletic Club z 3 grudnia lekarze poddali skanowaniu lewe kolano pomocnika. Problem polegał na tym, że Camavinga zgłaszał ból w prawym kolanie. Mimo wyraźnego dyskomfortu piłkarz znalazł się w kadrze na kolejne spotkanie, choć ostatecznie przesiedział je na ławce rezerwowych. Dopiero późniejsza diagnoza wykluczyła go z gry na dwa tygodnie, co postawiło kompetencje sztabu w fatalnym świetle.
Chaos w sztabie i powrót zaufanych ludzi
Sytuacja z Camavingą nie jest odosobnionym przypadkiem, ponieważ wcześniej podobne doniesienia dotyczyły Kyliana Mbappe. Napastnik miał mieć skanowane niewłaściwe kolano w grudniu i rozegrał trzy mecze przed postawieniem trafnej diagnozy. Choć sam zawodnik publicznie zaprzeczył tym informacjom, nieufność wobec madryckich lekarzy rośnie. Jude Bellingham oraz Antonio Rudiger zdecydowali się nawet na leczenie w Londynie, szukając pomocy poza strukturami klubu.
Zarząd Realu Madryt zareagował na te doniesienia radykalnymi ruchami personalnymi. W styczniu doszło do zwolnienia Xabiego Alonso, a na stanowisko szefa departamentu przygotowania fizycznego wrócił Antonio Pintus. Do klubu w roli doradcy przywrócono także byłego lekarza Niko Mihicia. Trener Alvaro Arbeloa zaznaczył, że piłkarze wyjeżdżający na konsultacje zagraniczne są pod opieką pracowników klubu, jednak presja mediów na poprawę opieki zdrowotnej w Madrycie stale rośnie.
