Prezes Polski Związek Narciarski, Adam Małysz, nie wyklucza zakończenia swojej działalności w roli szefa związku. W rozmowie przyznał, że poważnie zastanawia się, czy wystartować w czerwcowych wyborach.
– Nie jestem już na tym etapie życia, bym musiał robić rzeczy, które nie sprawiają mi przyjemności. Muszę przemyśleć, czy to nie koniec mojej kariery jako prezesa PZN – powiedział wprost.
Choć igrzyska Mediolan–Cortina przyniosły sukcesy sportowe, wokół związku nie brakowało napięć i krytyki. Małysz przyznaje, że najbardziej męczą go działaczowskie rozgrywki, polityczne gierki i ciągłe spory wewnętrzne. – Zastanawiałem się, po co mi to wszystko, skoro w związku kompletnie nie ma jedności – dodał.
Podkreśla, że znacznie lepiej czuł się w roli dyrektora sportowego stojącego pod skocznią niż za biurkiem. Wskazuje również na trudność zarządzania federacją, która obejmuje aż osiem dyscyplin, z różnymi interesami i oczekiwaniami środowisk regionalnych.
Małysz nie ukrywa też żalu do siebie za niektóre decyzje, m.in. w sprawie powołań olimpijskich. Jednocześnie zaznacza, że zgodnie ze statutem realną władzę sprawuje zarząd, a nie sam prezes, co często ogranicza jego wpływ.
Ostateczną decyzję ma podjąć tuż przed wyborami w czerwcu. Jak sam przyznaje, czekają go jeszcze rozmowy z rodziną. Jedno jest pewne – jeśli zrezygnuje, będzie to koniec ważnego rozdziału nie tylko w jego życiu, ale i w historii polskich sportów zimowych.
