Sąd Najwyższy w Hiszpanii uniewinnił Neymara oraz byłych prezesów Barcelony, Josepa Marię Bartomeu i Sandro Rosella, z zarzutów korupcyjnych. Sprawa dotyczyła głośnego transferu Brazylijczyka z Santosu do stolicy Katalonii. Po trwającym trzy i pół roku procesie apelacja prokuratury została ostatecznie odrzucona, co kończy jeden z najbardziej kontrowersyjnych rozdziałów w historii klubu.
Oskarżenia koncentrowały się na podejrzeniach o korupcję między podmiotami gospodarczymi oraz łapówkarstwo w formie symulowanego kontraktu. Skargę wniosła firma DIS, która w 2009 roku nabyła prawa ekonomiczne do zawodnika za kwotę 856 tysięcy euro. Agencja twierdziła, że poniosła straty finansowe przez porozumienie przyspieszające przenosiny piłkarza do Europy. Sąd uznał jednak, że wcześniejszy transfer był decyzją sportową, a nie finansową, co oczyściło oskarżonych z zarzutów karnych.
Kulisy rekordowej transakcji i finansowe kary
Choć Neymar i działacze są wolni od zarzutów korupcyjnych, Barcelona wcześniej płaciła kary hiszpańskim organom podatkowym za błędy w raportowaniu kosztów transakcji. Całkowita kwota operacji wyniosła 88 mln euro, mimo że początkowo informowano o 65 mln euro. Brazylijczyk spędził w klubie cztery lata, zdobywając dwa mistrzostwa kraju oraz Ligę Mistrzów, po czym odszedł do Paris Saint-Germain za rekordowe 222 mln euro, co przyniosło Barcelonie 134 mln euro czystego zysku.
Mimo ogromnego zarobku, odejście Neymara jest uznawane za punkt zwrotny w historii klubu. Pieniądze z transferu zostały zainwestowane w sposób, który nie pozwolił Barcelonie na utrzymanie dotychczasowego poziomu sportowego. Choć wielokrotnie spekulowano o powrocie napastnika na Camp Nou, trudna sytuacja finansowa Dumy Katalonii sprawiła, że ponowny kontrakt nigdy nie doszedł do skutku. Obecnie klub skupia się na nowej erze, a Sergiño Dest publicznie chwali styl pracy trenera Hansiego Flicka.
