Emma Raducanu wywołała burzę w świecie tenisa deklaracją o chęci występów bez stałego trenera. Brytyjka, która w swojej zawodowej karierze współpracowała już z siedmioma szkoleniowcami, chce odzyskać instynkt na korcie. Na jej słowa błyskawicznie zareagowały największe gwiazdy dyscypliny, Aryna Sabalenka oraz Coco Gauff, poddając w wątpliwość skuteczność takiej strategii.
Raducanu zakończyła w styczniu współpracę z Francisco Roigiem i przyznała, że czuła zbyt dużą presję dotyczącą sposobu jej gry. Tenisistka twierdzi, że wiele osób mówiło jej, co ma robić, co stłumiło jej naturalny styl. Teraz 23-latka chce uniknąć pośpiesznego zatrudniania kogoś nowego, by nie poddawać się natychmiastowej ocenie mediów i kibiców. Obecnie wspiera ją Alexis Canter, ale zawodniczka planuje korzystać z porad różnych osób bez wiązania się na stałe.
Mistrzynie nie wyobrażają sobie pustki w boksie
Aryna Sabalenka, liderka światowego rankingu, podchodzi do pomysłu Raducanu z dużym dystansem. Białorusinka przyznała, że choć czuje się silna psychicznie, potrzebuje wsparcia swojego zespołu w boksie. Sabalenka zaznaczyła, że samodzielne planowanie treningów i decydowanie o ćwiczeniach zabiera zbyt dużo energii, którą woli poświęcić wyłącznie na grę. Jej zdaniem Raducanu słusznie nie chce brać kogoś przypadkowego, ale docelowo musi znaleźć odpowiednią osobę.
Podobne zdanie ma Coco Gauff, która uważa, że bez trenera czułaby się zagubiona. Amerykanka podkreśliła, że posiadanie jasnego kierunku jest niezbędne, nawet jeśli podczas meczu nie zawsze słucha wskazówek z boksu. Gauff zauważyła, że każdy zawodnik jest inny i niektórzy potrafią grać dobrze bez opieki, jednak ona sama preferuje obecność szkoleniowca, który pozwala jej samodzielnie myśleć, ale czuwa nad procesem zmian w jej technice.
