Awans Lecha Poznań do Ligi Mistrzów oznaczałby dla klubu zarobek ponad trzykrotnie wyższy niż cały zeszłoroczny sezon europejski — i to niezależnie od tego, czy Kolejorz wygrałby w fazie ligowej choćby jeden mecz.
Żeby zrozumieć, jak wiele pieniędzy stoi przed Lechem Poznań, wystarczy jedno zestawienie. Kajrat Ałmaty zakończył ostatnio fazę ligową Ligi Mistrzów z bilansem jednego remisu i siedmiu porażek — ostatnie miejsce, zero zwycięstw. Mimo to UEFA przelała na konto kazachskiego klubu 21,2 miliona euro. Crystal Palace wygrało w tym samym czasie Ligę Konferencji i otrzymało 20,4 miliona euro.
Triumfator trzecich rozgrywek kontynentu zarobił mniej niż beniaminek Champions League, który nie wygrał ani jednego meczu.
To nie anomalia — to po prostu przepaść finansowa wpisana w strukturę europejskiego futbolu. Sama obecność wśród najlepszych jest warta więcej niż jakikolwiek sukces na niższych szczeblach.
W minionym sezonie Lech Poznań zarobił na europejskich pucharach 6,756 miliona euro. Poznaniacy odpadli z Ligi Konferencji na etapie 1/8 finału, wyeliminowani przez Szachtar Donieck.
Awans do Champions League oznaczałby trzykrotnie wyższą kwotę dla „Kolejorza” — i to już za samą fazę ligową, bez żadnych premii za wyniki. Dwadzieścia milionów euro to w przeliczeniu ponad 84 miliony złotych. Do tego dochodzą wpływy z biletów: do Poznania przyjeżdżałyby największe kluby Europy, a Inea Stadion gościłby mecze rangi, jakiej w Polsce nie było już od dawna.
Lech ma przy tym komfortowy punkt wyjścia — do końca eliminacji drużyna będzie rozstawiona, co pozwoli uniknąć najgroźniejszych rywali na wczesnych etapach. Szanse na awans są więc realne, a finansowa nagroda za sukces — jak pokazuje przykład Kajratu — czeka niezależnie od wyniku w samej fazie ligowej.
