Przed jednym z najważniejszych meczów w sezonie trener Jacek Zieliński sięgnął po argument z zupełnie innego ligowego świata — i przy okazji powiedział kilka gorzkich słów o tym, jak bardzo rzeczywistość rozminęła się z planami na ten sezon.
Pytanie o stałe fragmenty gry i komunikacyjne błędy w defensywie Korony trener Zieliński obrócił w szerszą refleksję o naturze futbolu — i niespodziewanie przywołał oglądane widowisko w Lidze Mistrzów (spotkanie PSG z Bayernem), w którym padło dziewięć bramek.
Według szkoleniowca Kielczan zachwyt nad spektaklem ma swoją drugą stronę: skoro padło dziewięć goli, ktoś musiał popełnić dziewięć błędów w obronie. To według niego dowód, że pomyłki zdarzają się na każdym szczeblu rozgrywkowym.
„Piłka polega na tym, że to jest gra błędów — zawsze ktoś popełni błąd i rywal to wykorzystuje" — stwierdził trener, zaznaczając, że celem nie jest wyeliminowanie pomyłek w stu procentach, lecz popełnianie ich o jedną mniej niż przeciwnik.
Receptą ma być połączenie umiejętności, nastawienia mentalnego i konsekwencji — a niekiedy również odrobina szczęścia, które, jak podkreślił Zieliński, trzeba sobie zasłużyć.
Na pytanie, czy w piątek liczy się wynik kosztem widowiska, Zieliński odpowiedział zdecydowanie: Korona chce zagrać dobry mecz, ale najważniejsze są trzy punkty — i od tego priorytet się nie zmieni.
Trener Korony podczas konferencji nie uciekł też od bolesnego zestawienia z poprzednim rokiem, gdy o tej samej porze Kielczanie mieli już zapewnione utrzymanie. Sezon miał być łatwiejszy — tymczasem cztery kolejki przed końcem klub drży o miejsce w Ekstraklasie.
„Nie takie firmy jak Korona obgryzają teraz paznokcie" — przyznał trener, dodając, że jego zdaniem od wielu, wielu lat polska liga nie przeżywała tak wyrównanej i nieprzewidywalnej kampanii.
Odrębną kwestię stanowi słaba dyspozycja Korony we własnych murach — w całym sezonie Kielczanie wygrali u siebie zaledwie dwa spotkania, co sprawia, że odwoływanie się do atutów własnego stadionu brzmi jak pobożne życzenie. Zieliński przyznał to bez ogródek, traktując dotychczasowe wpadki jako zamkniętą kartę. Statystyczny cień rzuca też fakt, że Korona u siebie z Piastem nie wygrała od 2018 roku. Szkoleniowiec odparł jednak bez wahania:
„Statystyki są po to, żeby je łamać — będziemy chcieli to wywrócić."
