Po meczu z Sunderlandem Niels Frederiksen otwarcie przyznał, że stan murawy przeszkadza Lechowi w grze. W podobnym tonie wypowiedział się także Mateusz Lis.
Poznaniacy po dwóch wysokich porażkach w Europie zdobyli pierwszy punkt, a przeciwko Sunderlandowi potrafili odpowiedzieć po szybko straconej bramce. Mimo poprawy gry szkoleniowiec Kolejorza nie ukrywał, że warunki na boisku nie pomagały jego zespołowi.
Frederiksen przyznał po meczu, że murawa nie była sprzymierzeńcem Lecha. Dodał też, że po jej wymianie drużyna powinna lepiej funkcjonować z piłką przy nodze.
Podobnie sytuację ocenił Mateusz Lis. Bramkarz zwrócił uwagę, że z perspektywy trybun nawierzchnia może wyglądać dobrze, ale w praktyce piłka zachowuje się na niej nieprzewidywalnie, a zawodnicy mają problemy z przyczepnością.
To istotny sygnał, bo Lech opiera dużą część swojej gry na dokładnym rozegraniu i kontroli piłki. Przy gorszej nawierzchni utrzymanie płynności akcji staje się trudniejsze, zwłaszcza w meczach o wysokiej intensywności.
Temat murawy pojawił się w momencie, gdy Kolejorz walczy jednocześnie na kilku frontach. W Ekstraklasie jest w ścisłej czołówce i pozostaje jednym z głównych kandydatów do mistrzostwa, natomiast w Lidze Europy dopiero zaczął odrabiać straty po dwóch nieudanych kolejkach.
Remis z Sunderlandem poprawił nastroje, ale sytuacja w europejskiej tabeli nadal jest trudna. Lech ma jeden punkt po trzech meczach, a już 5 listopada zmierzy się na wyjeździe z Benficą.
Wcześniej Poznaniaków czeka jednak ligowy hit. W niedzielę zagrają na wyjeździe z Legią Warszawa.
