Manny Pacquiao ostro zareagował na słowa Floyda Mayweathera Jr. dotyczące ich planowanego na 19 września rewanżu. Filipińska legenda boksu twierdzi, że podpisał kontrakt na prawdziwą walkę, a nie pokazowe starcie, jak sugeruje jego rywal. Konflikt narasta tuż po przylocie Pacquiao do Los Angeles.
Spór wybuchł po wywiadzie Mayweathera, w którym Amerykanin nazwał nadchodzący pojedynek zwykłą pokazówką. Pacquiao nie krył zdziwienia taką interpretacją faktów i przypomniał przeciwnikowi o warunkach zawartej umowy. Pięściarz z Filipin jasno zadeklarował, że nie brałby udziału w wydarzeniu, które nie ma statusu realnej walki. Mayweather musi pamiętać, co podpisał, bo Pacquiao nie zamierza bawić się w bokserski teatr przed kamerami Netflixa.
Kontrowersje wokół starcia w Las Vegas
Mayweather przekonuje media, że wynik starcia w Sphere nie wpłynie na ich zawodowe rekordy. Amerykanin porównuje walkę z Pacquiao do swoich innych pokazowych występów, w tym planowanego pojedynku z Mikiem Tysonem czy walki w Grecji. Dla Floyda to jedynie forma rozrywki dla publiczności i sposób na aktywne spędzanie czasu poza domem. Pacquiao ma jednak zupełnie inne podejście i skupia się na sportowej rywalizacji, ignorując narrację o emeryckim sparingu.
Podczas gdy Mayweather kwestionuje nawet lokalizację walki, Pacquiao przebywa w Stanach Zjednoczonych, wspierając swojego syna Jimuela. Młody zawodnik wystąpi na karcie walk gali, gdzie Pedro Taduran broni pasa IBF w starciu z Gustavo Perezem Alvarezem. Filipińczyk wykorzystuje ten czas na medialną ofensywę, która ma zmusić Mayweathera do wywiązania się z pierwotnych ustaleń. Atmosfera przed wrześniowym terminem gęstnieje, a kibice czekają na ostateczne potwierdzenie zasad tego hitowego rewanżu.
