Ostatnia szansa od Marka Papszuna? Wymowny komentarz

Maksymilian KotowskiMaksymilian Kotowski
30 kwietnia 2026 20:00
Ostatnia szansa od Marka Papszuna? Wymowny komentarz

Trener Legii Warszawa nie krył rozczarowania postawą swojego napastnika — ale na razie nie zamierza rezygnować z jego usług. Wydaje się jednak, że zbliżające się spotkania to dla niego występy ostatniej szansy, by przekonać sztab do swojej przydatności dla zespołu.

Krytyka kibiców pod adresem Rajovicia nie jest dla sztabu szkoleniowego Legii zaskoczeniem. Marek Papszun wprost przyznał, że on i jego współpracownicy dostrzegają ten sam problem, który frustruje trybuny. 

„To jest słuszna konkluzja, widzimy to samo. Oczekujemy od niego więcej utrzymania piłki w prostych sytuacjach. Stać go na to, ale nie jest powtarzalny. Musi dać więcej zespołowi, przyłożyć się, bo to nie są mega trudne sytuacje" — powiedział trener.

Jednocześnie Papszun bronił decyzji o wystawianiu Rajovicia, wskazując na taktyczny kontekst doboru składu.

„Gra ten, który daje zwycięstwa drużynie, który ją przybliża do zwycięstwa" — zaznaczył szkoleniowiec, przypominając, że poza pamiętną porażką z Lechem Poznań Rajović grał w drużynie, która regularnie punktowała. 

Trener nie ukrywał jednak, że od napastnika wymaga więcej: 

„Rajović doszedł w tym meczu do trzech sytuacji, był blisko, ale bramka nie padła. Czekamy, aż zacznie to monetyzować" — powiedział Papszun, używając sformułowania, które brzmi jak ostatnie ostrzeżenie.

Pytanie kibiców o to, czym Rajović przewyższa chociażby Samuela Kováčika, Papszun częściowo zbył — ale jednocześnie ujawnił, że pole manewru jest wąskie.

„Innych napastników poza Samim to nie ma, bo to jest jeden tylko w tej chwili zdrowy" — stwierdził trener.

Wybór między dwoma napastnikami to według Papszuna nie tylko kwestia indywidualnych umiejętności, lecz przede wszystkim dopasowania do taktyki i charakterystyki konkretnego meczu.

Przy okazji Papszun odniósł się też do zmiany Rafała Adamskiego w ostatnim spotkaniu z Lechem, która spotkała się z niezrozumieniem części kibiców, biorąc pod uwagę to, jak szybko nastąpiła. Trener był nieugięty: 

„Po analizie powtórzę: zrobiłbym tę samą zmianę. Adam z sześciu piłek stracił pięć, to nie rokowało dobrze" — wyjaśnił, kwitując sprawę twardymi danymi.

Czy Rajovicia zobaczymy od pierwszych minut również w piątkowym starciu Legii z Widzewem? Przekonamy się. Początek tego spotkania zaplanowano na godzinę 20:30 w dniu 1 maja.

Udostępnij artykuł:

Komentarze (0)

Publikując komentarz, zgadzasz się na przetwarzanie podanej nazwy i treści, które będą widoczne publicznie. Zobacz Politykę prywatności.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!