Borussia Dortmund zremisowała 2:2 z Lipskiem, odrabiając dwubramkową stratę. Niko Kovac jest jednak wściekły na brak rzutu karnego w końcówce spotkania.
Sytuacja z 89. minuty wywołała ogromne emocje na ławce gości. Karim Adeyemi upadł w polu karnym po starciu z Castello Lukebą, ale sędzia Benjamin Brand nie podyktował jedenastki. Arbiter nie sprawdził nawet powtórki na monitorze VAR, co doprowadziło sztab BVB do furii. Choć Fabio Silva uratował punkt golem w doliczonym czasie gry, Niko Kovac nie potrafił się uspokoić. Trener uważa, że stracone punkty mogą oznaczać koniec marzeń o tytule mistrzowskim dla klubu z Dortmundu.
Niko Kovac w pomeczowej wypowiedzi odwołał się do swojej przeszłości i treningów judo, które uprawiał jako nastolatek. Szkoleniowiec nazwał wejście obrońcy Lipska czystym podcięciem, znanym z maty zapaśniczej. Jego zdaniem Lukeba w ogóle nie trafił w piłkę, a jedynie w nogi rywala. Kovac otwarcie skrytykował sędziów w studiu VAR, sugerując, że nie chcą oni zbyt często zmieniać decyzji boiskowych, aby nie podważać autorytetu arbitra głównego i nie wyglądać przy tym głupio.
Głos w strefie mieszanej zabrał również dyrektor sportowy Sebastian Kehl. On także nie ma wątpliwości, że Borussia Dortmund została skrzywdzona przez sędziów w tej kluczowej akcji. Kehl podkreślił, że nawet po kilku minutach na ochłonięcie podtrzymuje zdanie o ewidentnym błędzie arbitra. Według niego Lukeba nie dotknął piłki, co czyni decyzję o braku karnego niezrozumiałą. Działacz zaznaczył, że było kilka dyskusyjnych sytuacji, ale ta konkretna z końcówki meczu była najbardziej rażącym błędem.
