Haas F1 Team przeżywa trudne chwile po wyścigu w Miami. Zespół, który po Grand Prix Japonii zajmował czwarte miejsce w klasyfikacji konstruktorów, spadł za plecy Alpine i traci teraz do rywali pięć punktów. Sytuacja jest poważna, ponieważ ekipa z Enstone skutecznie wyeliminowała swoje największe bolączki.
Głównym powodem przetasowań w tabeli jest tempo rozwoju bolidów. Alpine wprowadziło w Miami szeroki pakiet zmian aerodynamicznych, podczas gdy Haas ograniczył się do jednej modyfikacji skrzydełka dyfuzora. Oliver Bearman przyznał wprost, że zespół spodziewał się ciężkiego weekendu ze względu na brak nowych części. Brytyjczyk zauważył, że rywale rozwiązali problemy z prowadzeniem auta w szybkich zakrętach, co pozwoliło Franco Colapinto i Pierre’owi Gasly’emu na regularne meldowanie się w Q3.
Walka o odzyskanie pozycji w Montrealu
W kwalifikacjach do GP Miami różnica była brutalna. Bearman stracił do Gasly’ego pół sekundy w drugiej sesji, a w samym wyścigu przyjechał aż 36 sekund za Colapinto. Haas ma jednak plan na rewanż. Inżynierowie przygotowują duży pakiet poprawek na wyścig w Montrealu, gdzie niższe temperatury powinny sprzyjać modelowi VF-26. Obecnie bolidowi brakuje około 0,4 sekundy, aby realnie walczyć o czołową dziesiątkę w soboty.
Alpine wydaje się rosnąć w siłę po trudnym początku sezonu. Decyzja o szybkim porzuceniu prac nad zeszłorocznym projektem przynosi efekty, a bolid A526 stał się przewidywalny dla obu kierowców. Haas musi teraz odpowiedzieć własnym tempem rozwoju, aby nie dać się zepchnąć do walki z Williamsem czy ekipą Racing Bulls. Kluczowe będą nadchodzące tygodnie i to, jak nowe części wpłyną na ogólny docisk amerykańskiej maszyny.
