Marc Ciria nie składa broni w walce o prezydenturę Barcelony. Choć oficjalnie w wyścigu pozostali tylko Joan Laporta i Victor Font, odrzucony kandydat złożył apelację do Komisji Odwoławczej Federacji Katalońskiej. Ciria twierdzi, że niesłusznie odebrano mu szansę na start w głosowaniu zaplanowanym na przyszłą niedzielę.
Spór dotyczy weryfikacji podpisów poparcia, które są niezbędne do zatwierdzenia kandydatury. Marc Ciria dostarczył do klubu 2844 podpisy, jednak komisja wyborcza uznała aż 598 z nich za nieważne. W efekcie pretendentowi zabrakło zaledwie 90 głosów do wymaganego progu 2337 sygnatur. Ciria utrzymuje, że 379 odrzuconych głosów jest w pełni poprawnych, a powody ich zakwestionowania określa jako czysto formalne. Jeśli odwołanie zostanie uwzględnione, lista kandydatów powiększy się w ostatniej chwili.
Walka z czasem przed meczem z Sevillą
Decyzja organów odwoławczych musi zapaść w ciągu najbliższych dni, ponieważ wybory odbędą się w najbliższą niedzielę. Jest to ten sam dzień, w którym Barcelona zmierzy się w LaLiga z Sevillą. Obecnie za zdecydowanego faworyta do powrotu na stanowisko prezesa uchodzi Joan Laporta. Pojawienie się trzeciego nazwiska na karcie wyborczej może jednak odebrać głosy Laporcie lub Fontowi, ponieważ członkowie klubu popierający wcześniej Cirię dostaliby szansę powrotu do swojego pierwotnego wyboru.
Sytuacja wewnątrz klubu jest napięta, a osiem najbliższych dni rozstrzygnie o przyszłości władz na Camp Nou. Xavier Vilajoana, inny z niedoszłych kandydatów, również nie zebrał wymaganej liczby podpisów, ale to działania Cirii budzą teraz największe emocje w katalońskich mediach. Sport informuje, że każda godzina zwłoki działa na niekorzyść logistyki wyborczej, podczas gdy komisja musi ponownie przeanalizować setki zakwestionowanych dokumentów poparcia.
