Kimi Antonelli przeżył prawdziwy wstrząs w swoim debiutanckim sezonie w barwach Mercedesa. Choć 19-latek był kreowany na następcę Lewisa Hamiltona, brutalna rzeczywistość torowa niemal doprowadziła do zakończenia jego kariery w niemieckim zespole. Jak donoszą media, młody kierowca musiał zmierzyć się z ogromną presją i brakiem pewności co do swojej przyszłości na polach startowych.
Problemy zaczęły się w 2025 roku, gdy po obiecującym początku w Miami, forma Włocha gwałtownie spadła. Antonelli zdobywał punkty tylko w połowie wyścigów, a jego błędy, jak kolizja z Maxem Verstappenem w Austrii, potęgowały frustrację w garażu. Sytuację pogorszył Toto Wolff, który publicznie nazwał występ swojego podopiecznego na Monzy mianem rozczarowującego. W padoku huczało od plotek, że nastolatek trafi do Alpine lub Williamsa, co tylko pogłębiało narastający kryzys psychiczny zawodnika.
Kryzys w Belgii i walka o przetrwanie
Najtrudniejszy moment nadszedł podczas weekendu w Belgii, gdy Antonelli poczuł, że grunt usuwa mu się spod nóg. „W pewnym momencie sezonu sprawy na torze nie szły tak, jak chciałem. Pojawiły się plotki o przenosinach do Alpine lub Williamsa, których nigdy nie zdementowano. W takich sytuacjach nieuchronnie pojawiają się wątpliwości i istnieje ryzyko wpadnięcia w negatywną spiralę” – wyznał szczerze kierowca Mercedesa. Przyznał również, że podczas Grand Prix Belgii wszystko wokół niego wydawało się znacznie mroczniejsze.
Przełom nastąpił wraz z wprowadzeniem nowych przepisów technicznych na rok 2026. Intensywna praca w symulatorze nad zarządzaniem energią elektryczną pozwoliła Włochowi odzyskać kontrolę. Efekty są piorunujące – Antonelli wygrał pięć wyścigów z rzędu, w tym ostatnie Grand Prix Monako, i pewnie prowadzi w klasyfikacji generalnej. „Czuję się znacznie mniej zestresowany niż w zeszłym roku. Dziś czuję, że coś udowodniłem i mam większą kontrolę nad sytuacją” – podsumował lider mistrzostw, który zostawił w tyle George'a Russella i Lewisa Hamiltona.
