Michel Sanchez przyznał otwarcie, że intensywnie uczy się języka angielskiego. Trener Girony chce być gotowy na ewentualną ofertę z Premier League, którą uważa za niezwykle atrakcyjną ligę.
Szkoleniowiec katalońskiego zespołu nie kryje fascynacji angielskimi stadionami, kibicami oraz strukturą tamtejszych klubów. Choć Michel czuje się bardzo szczęśliwy na Estadi Montilivi, jego nazwisko od dawna pojawia się w kontekście zastąpienia Pepa Guardioli w Manchesterze City. Sytuacja ta stała się głośna po historycznym zajęciu trzeciego miejsca w LaLiga, choć niedawne przyjście Hugo Viany na stanowisko dyrektora sportowego Obywateli mogło nieco zmienić układ sił w gabinetach na Etihad Stadium.
Obecna kampania jest dla Michela wyjątkowo trudna, zwłaszcza po trzech bolesnych porażkach na starcie sezonu. Trener publicznie kwestionował postawę swoich zawodników oraz zarządzanie klubem, ale ostatecznie zdołał opanować kryzys. Sanchez podkreśla, że musiał zrozumieć specyfikę Girony, gdzie kadra przechodzi spore zmiany każdego roku. Teraz przygotowuje się do starcia z Barceloną, chwaląc przy okazji Hansiego Flicka za relacje z piłkarzami oraz Diego Simeone za niespotykaną, czternastoletnią lojalność i pozycję lidera w Atletico Madryt.
Hiszpan odniósł się także do metod pracy Xabiego Alonso i narzekań piłkarzy na zbyt długie sesje wideo. Michel uważa, że jeśli zawodnicy skarżą się na metodologię, to problem leży po stronie trenera, który nie potrafi ich przekonać do swojej wizji. Szkoleniowiec nie zapomina o Rayo Vallecano, gdzie dorastał i pracował. Ostro skrytykował fatalny stan infrastruktury w Vallecas, który doprowadził do odwołania meczu z Realem Oviedo. Jego zdaniem profesjonalny futbol wymaga znacznie lepszych warunków pracy niż te obecnie oferowane.
