Matt O’Riley wrócił do Brighton po półrocznym wypożyczeniu do Olympique Marsylia. Duński pomocnik w rozmowie z BBC Sussex ocenił swój pobyt we Francji jako unikalne i wymagające doświadczenie.
Piłkarz przyznaje, że gra na Stade Vélodrome wiąże się z nieustanną presją, która jest tam wyjątkowo bezwzględna. O’Riley podkreśla jednak, że właśnie tego potrzebował, aby dojrzeć jako człowiek i zawodnik. Wyjazd z Anglii zmusił go do wyjścia ze strefy komfortu, co było jego głównym celem. Musiał radzić sobie w nowym kraju, uczyć się języków i współpracować z nowym trenerem. Te wyzwania mentalne sprawiły, że czuje się teraz znacznie stabilniejszą osobą niż przed transferem do Ligue 1.
Pod względem sportowym 25-latek zauważył spore różnice między ligami. Francuskie rozgrywki ocenił jako bardzo fizyczne i prezentujące inny styl niż Premier League. W barwach Marsylii pomocnik rozegrał 15 meczów ligowych, w których strzelił jednego gola. Do tego dołożył siedem występów w Lidze Mistrzów, co pozwoliło mu regularnie pojawiać się na boisku. To właśnie rytm meczowy był dla niego kluczowy podczas pobytu na południu Francji, gdzie słońce i intensywna atmosfera towarzyszyły mu każdego dnia.
Teraz O’Riley musi odnaleźć się w Brighton, które zmaga się ze słabszą formą. Zawodnik twierdzi, że po doświadczeniach z Marsylii aklimatyzacja w obecnej sytuacji klubu jest dla niego prosta. Chce wnieść do szatni nową energię, którą naładował przez ostatnie sześć miesięcy. Liczy, że nabyte doświadczenie pomoże drużynie przełamać gorszą passę. Duńczyk wraca do Premier League bogatszy o wiedzę o innym futbolu i gotowy do walki o miejsce w składzie angielskiego zespołu.
