Robert Lewandowski jest coraz bliżej pożegnania z Barceloną, a jego kontrakt wygasa już w czerwcu. Joan Laporta otwarcie przyznaje, że polski napastnik ma duże szanse na przenosiny do amerykańskiej ligi MLS. Mimo widma utraty swojej największej gwiazdy, prezydent klubu wysłał w świat sygnał, który wprawił kibiców w osłupienie.
Prezes Dumy Katalonii w rozmowie z MD stwierdził wprost, że sprowadzenie następcy dla 37-letniego Polaka wcale nie jest obowiązkowe. Laporta uważa, że Hansi Flick ma w kadrze wystarczająco dużo opcji, by załatać lukę po odejściu snajpera. Wśród potencjalnych następców wymienia Ferrana Torresa, Daniego Olmo, a nawet Marcusa Rashforda i Lamine Yamala, którzy jego zdaniem mogą odnaleźć się na środku ataku. To ryzykowne podejście, biorąc pod uwagę, że klub planuje też wzmocnienie środka obrony.
Deco zbudował fundamenty pod nową erę bez Polaka
Joan Laporta, który ubiega się o reelekcję, nie szczędzi pochwał pod adresem dyrektora sportowego. Deco wykonał tytaniczną pracę, zabezpieczając przyszłość klubu poprzez przedłużenie kontraktów z kluczowymi młodymi zawodnikami. Na liście graczy związanych z Barceloną co najmniej do 2030 roku znaleźli się między innymi Cubarsí, Pedri, Lamine Yamal oraz Fermín. Zdaniem prezydenta, obecna kadra ma ogromny potencjał i jest stabilna finansowo, co daje klubowi komfort przy podejmowaniu decyzji o ewentualnych wzmocnieniach.
Barcelona ma obecnie zdolność finansową do przeprowadzania transferów na każdą pozycję, ale Laporta podkreśla, że nikt nie będzie działał pod presją. Jeśli Deco uzna, że na rynku pojawiła się okazja realnie podnosząca jakość zespołu, klub podejmie kroki. W przeciwnym razie Hansi Flick będzie musiał radzić sobie z tym, co ma do dyspozycji. Finanse klubu po trzech latach pracy Deco w roli dyrektora sportowego są dodatnie, co stanowi fundament pod budowę drużyny na kolejne sezony.
