Freiburg wyrasta na jedną z rewelacji Ligi Europy po rozbiciu KRC Genk aż 5:1. Niemiecki zespół w wielkim stylu odrobił jednobramkową stratę z pierwszego spotkania i zameldował się w ćwierćfinale rozgrywek. Bohaterem wieczoru został Vincenzo Grifo, który oficjalnie pobił rekord strzelecki wszech czasów swojego klubu.
Wieczór zaczął się od precyzyjnej asysty Grifo przy trafieniu Matthiasa Gintera w 19. minucie. Choć Belgowie odpowiedzieli kontaktowym golem Matte Smetsa po akcji Konstantinosa Karetsasa, to druga połowa należała do gospodarzy. Kluczowy moment nastąpił, gdy Smets popełnił fatalny błąd w obronie, podając piłkę wprost pod nogi Grifo. 32-latek bez litości skierował ją do pustej bramki, zdobywając swojego 106. gola w barwach Freiburga we wszystkich rozgrywkach.
Demolka w końcówce i popis japońskiego pomocnika
Po historycznym trafieniu kapitana, defensywa Genk całkowicie się rozsypała. Yuito Suzuki wykazał się ogromnym spokojem w polu karnym, podwyższając wynik po podaniu Johana Manzambiego. Japończyk nie poprzestał na jednym trafieniu i dziesięć minut przed końcem meczu zaliczył asystę przy golu Maximiliana Eggesteina na 5:1. Goście z Belgii po trzeciej straconej bramce nie potrafili już nawiązać walki, oddając inicjatywę rozpędzonym zawodnikom Juliana Schustera.
Statystyki pokazują, że Grifo miał w tym meczu tylko 46 kontaktów z piłką, ale jego wpływ na wynik był decydujący. Oprócz rekordzisty, wysokie noty zebrali bramkarz Noah Atubolu za kluczowe interwencje przy stanie 1:0 oraz obrońca Matthias Ginter. Freiburg kończy dwumecz wynikiem 5:2 w dwumeczu i z wielkimi nadziejami czeka na losowanie par ćwierćfinałowych, celebrując sukces swojego najbardziej bramkostrzelnego zawodnika w historii.
