Kierowcy Formuły 1 grzmią po ostatnich wyścigach. Legendarny Fernando Alonso oraz mistrz świata Max Verstappen wskazują na niepokojący trend, który zmienia oblicze sportu. Kultowe zakręty, gdzie dawniej liczyła się odwaga i milimetry, stają się miejscem do ładowania baterii.
Podczas weekendu w Melbourne dane potwierdziły obawy zawodników. Sekcja zakrętów 9-10, niegdyś ekstremalnie trudna, jest teraz pokonywana z pełnym gazem tylko po to, by systemy odzyskiwania energii mogły pracować. Prędkość bolidów spada mimo wciśniętego pedału przyspieszenia. Alonso zauważa, że wyzwanie polegające na walce o życie w szybkich łukach znika. Zamiast szukać ułamków sekund, kierowcy muszą skupiać się na zarządzaniu energią, co drastycznie zmienia sposób prowadzenia auta.
Koniec ery wielkich umiejętności w Eau Rouge?
Lando Norris z McLarena idzie o krok dalej i twierdzi, że obecne przepisy zmuszają do zapomnienia wszystkiego, czego kierowcy uczyli się w niższych seriach. W słynnym zakręcie Pouhon na torze Spa nie będzie już liczyło się to, kto ma większe jaja, ale kto odpuści gaz w idealnym momencie. System karze tych, którzy chcą jechać najszybciej. Im wcześniej wciśniesz gaz, tym szybciej wyczerpiesz baterię, co ostatecznie pogarsza czas okrążenia na prostych.
Max Verstappen obawia się, że ta sytuacja promuje nienaturalne zachowania na torze. Holender podkreśla, że bycie najszybszym kierowcą, który spędza najwięcej czasu z gazem w podłodze, obecnie działa na niekorzyść zawodnika. Zespoły planują rozmowy z FIA po Grand Prix Chin, aby przeanalizować zasady rozmieszczania energii. Obecny model zarządzania jednostką napędową sprawia, że kluczowe sekcje torów w Belgii czy Japonii tracą swój unikalny charakter na rzecz optymalizacji systemów elektrycznych.
